Oprócz ilości liczy się też jakość aktywów
 Oceń wpis
   

Wielokrotnie w swych felietonach odnosiłem się do kwestii inwestycji. Nie bez powodu. To jeden z najważniejszych procesów zachodzących w każdej gospodarce. Inwestycje mają znaczenie, gdyż determinują przyszłe tempo wzrostu gospodarczego. Nie wszystkie jednak inwestycje w taki sam sposób wpływają na wzrost gospodarczy. Kluczowe są te, które przyczyniają się do powstania nowych strumieni wartości dodanej w gospodarce, czyli nie tylko stymulują wzrost w danym okresie (gdy inwestycja jest dokonywana, budowane są budynki, kupowane maszyny itp.), ale także w okresach kolejnych.

W tym kontekście ciekawych informacji dostarcza rzadko wykorzystywany, a niezwykle użyteczny wskaźnik produktywności kapitału (ang. capital productivity). Obrazuje on relację wartości dodanej generowanej w gospodarce w odniesieniu do skumulowanych aktywów, będących efektem procesów inwestycyjnych. Gdy się weźmie i porówna dane na temat tego wskaźnika dla krajów Unii Europejskiej (dostępne w bazie danych Ameco), można zaobserwować wiele ciekawych prawidłowości, przy czym w kontekście przekazu, do którego zmierzam chciałbym się skoncentrować na dwóch z nich.

Pierwsza dotyczy poziomu produktywności w poszczególnych krajach UE. Otóż najwyższa produktywność charakteryzuje kraje Europy Środkowowschodniej (EŚW), a najniższa kraje tzw. „południa”.  Taka sytuacja nie powinna dziwić. EŚW była w ostatnich kilkunastu latach (od rozszerzenia UE) znaczącym beneficjentem inwestycji związanych z relokacją produkcji „z zachodu na wschód”. Tego typu inwestycje charakteryzuje bardzo wysoka produktywność – budowane od nowa zakłady wykorzystują z reguły najlepsze dostępne technologie, poza tym nastawione są na efekty skali (produkcja ma zaspokajać potrzeby globalne, a nie tylko lokalnego rynku).  Z drugiej strony EŚW nie zdążyła zbyt mocno „obrosnąć” bezużytecznymi (nisko-produktywnymi) aktywami. Tych ostatnie nie brakuje natomiast na południu Europy. To efekt niewłaściwej alokacji kapitału – inwestycje w ostatnich kilkunastu latach (zwłaszcza przed 2008 r.) miały w dużej mierze charakter spekulacyjny (kapitał lokowany w nieruchomościach mieszkaniowych) i/lub dotyczyły zbędnej infrastruktury (by wspomnieć np. nikomu niepotrzebne dziś lotniska). Co więcej, tym nisko- lub bezproduktywnym aktywom towarzyszy z reguły dług (budowa czy zakup miały miejsce na kredyt). W zamierzeniach miał on być spłacany z dochodów uzyskiwanych z pozyskanego aktywa, ale że tych dochodów nie ma (lub są znacznie mniejsze niż oczekiwano) trzeba na obsługę długu dedykować środki z innych źródeł lub zaciągać nowy dług (po to by obsługiwać stary). To właśnie ten mechanizm stanowi dziś największe obciążenie krajów południa i nie pozwala im się wyrwać z pułapki stagnacji-zadłużenia. 

Druga obserwacja odnosi się do tzw. krańcowej produktywności aktywów. Ta produktywność to pochodna jakości bieżących inwestycji – zdolność nowo-pozyskanych aktywów do generowania wartości dodanej. Jeśli ta krańcowa produktywność jest wysoka (najlepiej jeśli jest wyższa od przeciętnej w danej gospodarce), to wówczas wysoki wzrost można osiągnąć przy stosunkowo niskim udziale inwestycji w PKB.  To w dużej mierze sposób w jaki w okresie transformacji rozwijała się Polska, szczególnie do 2007 r. Do tego roku bowiem wysoka krańcowa produktywność nowych projektów powodowała stały wzrost przeciętnej produktywności. Niestety po 2008 r. ta sytuacja się zmieniła. Niższa krańcowa produktywność projektów powoduje spadek przeciętnej produktywności (w stosunku do 2007 jest ona dziś 14% niższa).  

Ta niska krańcowa produktywność aktywów nie jest specyficznie naszym problemem, dotyczy większości krajów UE (do nielicznych wyjątków należą m.in. Niemcy, a z naszego regionu Słowacja). Powodów takiej sytuacji jest kilka, ale najważniejszym wydaje się zmiana struktury inwestycji – spadek znaczenia inwestycji firm, a wzrost znaczenia inwestycji sektora publicznego (w niektórych krajach także inwestycji mieszkaniowych). Dla przykładu w przypadku Polski w latach 2000-2007 średni udział inwestycji firm kształtował się na poziomie 56%, a w latach 2008-2015 już tylko 50%.

Przechodząc do wniosków dla polityki gospodarczej. Otóż samo zwiększenie udziału inwestycji w PKB (tak jak jest to celem obecnego rządu) wcale nie musi przełożyć się na szybszy wzrost gospodarczy. Stanie się tak, jeśli wyższej wielkości nakładów towarzyszyć będzie spadek ich jakości (produktywności).  W tym kontekście kluczowe jest to by to prywatne firmy, a nie sektor publiczny były motorem napędowym procesów inwestycyjnych w polskiej gospodarce. Tego nie da się osiągnąć bez eliminacji licznych dziś elementów niepewności  (w kwestiach regulacyjnych, podatkowych itd.) i bez poprawy warunków prowadzenia biznesu.

 

Opublikowane: Parkiet, 21.11.2016

Komentarze (0)
2017 rokiem prawdy dla banków...
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |


   

Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak