Dłuższa droga do euro
 Oceń wpis
   

Ostatnie lata przyniosły rosnące przekonanie, że jesteśmy już na ostatniej prostej do tego, aby stać się pełnoprawnym członkiem strefy euro. Gdyby nie kryzys, to zakładając konsekwencję rządu w realizacji planów przedstawionych w 2008 roku, już za niespełna dwa lata posługiwalibyśmy się wspólną walutą.

Kryzys i wynikające z niego doświadczenia każą jednak inaczej spojrzeć na ścieżkę Polski do euro. Należy liczyć się z tym, że będzie ona znacznie bardziej wyboista, a cel może zostać osiągnięty nie za pięć, ale dopiero za 10 – 12 lat.

Stać się tak może przede wszystkim z powodu mniejszej skłonności strefy euro do rozszerzania. Równocześnie jednak atrakcyjność członkostwa w jednolitym obszarze walutowym w przypadku kraju takiego jak Polska nie jest już dziś tak jednoznaczna, jak mogło się wydawać jeszcze rok czy dwa lata temu.

Lekcja 1

Obecny kryzys to pierwszy poważny test dla europejskiej unii walutowej. Unaocznia wiele praktycznych problemów związanych z funkcjonowaniem takiej unii w przypadku krajów o bardzo różnorodnej strukturze gospodarek oraz różnym poziomie rozwoju.

Jedną z takich kwestii jest występowanie asymetrycznych szoków, tzn. takich, które dotykają specyficznie któregoś z członków unii walutowej, a nie całego ugrupowania. Przed stworzeniem strefy euro wiele uwagi poświęcano temu, że kraje członkowskie powinny zapewnić sprawne funkcjonowanie alternatywnych do monetarnych mechanizmów dostosowawczych (np. polityki fiskalnej czy polityki rynku pracy) na wypadek wystąpienia tego typu szoków. Wydaje się jednak, że zbyt mało uwagi poświęcano temu, jaki wpływ ma unia walutowa na kreowanie tego typu asymetrycznych szoków. Dziś już wiemy, że w określonych warunkach może ona stać się generatorem różnego rodzaju wstrząsów. Przykładem tego typu szoków są kryzysy na rynku nieruchomości (najpierw bezprecedensowy boom, a następnie głęboka korekta cen). W krajach takich jak Hiszpania są one bezpośrednim następstwem utworzenia jednolitego obszaru walutowego.

Po pierwsze utworzenie strefy euro zwiększyło przejrzystość cen. W związku z tym łatwiej zidentyfikować było te regiony w strefie euro, gdzie ceny w znaczący sposób odbiegały swym poziomem od innych krajów. Po drugie wejście do strefy euro wyeliminowało ryzyko kursowe, stając się dodatkowo zachętą do inwestowania w tanie nieruchomości w Hiszpanii. Po trzecie wejście do strefy euro krajów o relatywnie niskiej wiarygodności własnej polityki monetarnej, przeciętnie wyższej inflacji i co za tym idzie przeciętnie wyższych stopach procentowych oznaczało w ich przypadku znaczący spadek oprocentowania kredytów, przyczyniając się do wygenerowania kredytowego boomu (w ciągu dziesięciu lat członkostwa w strefie euro zadłużenie hiszpańskich gospodarstw w relacji do ich dochodów uległo podwojeniu i osiągnęło rekordowy na standardy europejskie poziom 140 proc.), który był jednym z głównych motorów napędowych wzrostu cen nieruchomości.

Opisany mechanizm związany z funkcjonowaniem rynku nieruchomości – a pokazujący nieadekwatność jednej polityki monetarnej w przypadku wielu istotnie różniących się między sobą krajów – nie jest jednak jedynym, który może prowadzić do asymetrycznych szoków. Kolejnym przykładem jest tzw. międzynarodowa specjalizacja produkcji. Polega ona na ograniczaniu asortymentu wytwarzanych wyrobów lub liczby realizowanych procesów technologicznych w celu zwiększenia efektywności wykorzystywania posiadanych czynników produkcji.

Co ma do tego wspólna waluta? Otóż związana z unią walutową eliminacja ryzyka kursowego przyspiesza procesy specjalizacji produkcji, co z kolei powoduje mniejszą dywersyfikację gospodarki. W efekcie ewentualny szok dotykający branży czy sektora, w którym dany kraj się specjalizuje, powoduje większe negatywne skutki niż przed wejściem do unii walutowej. Co więcej, z punktu widzenia unii jako ugrupowania poszczególne jej regiony w coraz większym stopniu zaczynają się różnicować.

Lekcja 2

Kolejna lekcja z ostatniego kryzysu dotyczy zagadnienia międzynarodowej konkurencyjności krajów członkowskich unii monetarnej, które wchodzą do tego ugrupowania w warunkach niskiego poziomu dochodów, płac i cen. Integracja z bogatszymi państwami przyspiesza procesy konwergencji, co w warunkach sztywnego kursu walutowego (vis a vis inne kraje członkowskie) może prowadzić do stopniowej utraty konkurencyjności, jeśli wzrostowi płac nie towarzyszy odpowiedni wzrost wydajności pracy. O taką sytuację jest stosunkowo łatwo, gdyż przeciętnie wyższy wzrost gospodarczy, jaki towarzyszy konwergencji, powoduje zmianę równowagi na rynku pracy – w obliczu spadającego bezrobocia siła przetargowa pracowników rośnie.

Potwierdzeniem występowania tego zjawiska w krajach takich jak Hiszpania, Grecja, Portugalia czy Irlandia są widoczne w ostatnich dziesięciu latach zmiany tzw. realnego efektywnego kursu walutowego mierzącego wpływ zmian cen i płac na poziom międzynarodowej konkurencyjności wobec głównych partnerów handlowych. Drugim dobitnym dowodem narastających problemów był rosnący deficyt rachunku obrotów bieżących, w przypadku Hiszpanii deficyt w 2008 r. osiągnął 10 proc. PKB, w Portugalii 12 proc., a w Grecji prawie 15 proc. PKB.

W krajach z własną walutą tak wysoki poziom deficytu wymuszałby procesy dostosowawcze. Doszłoby do deprecjacji/dewaluacji kursu w celu przywrócenia równowagi. Członkostwo w strefie euro powoduje jednak, że rola deficytu rachunku obrotów bieżących jak sygnału ostrzegawczego dla niebezpiecznych procesów w gospodarce maleje. Dzieje się tak, ponieważ kraj z deficytem ma w praktyce nieograniczone możliwości jego finansowania, a w ostateczności pożyczkodawcą ostatniej instancji jest Europejski Bank Centralny.

Lekcja 3

Ostatnie doświadczenia krajów takich jak Hiszpania, Grecja czy Portugalia pokazują również, że polityka fiskalna nie jest narzędziem przywracania równowagi gospodarczej w krajach dotkniętych zjawiskiem utraty konkurencyjności. Co więcej, niewłaściwie prowadzona może spowodować narastanie problemów.

We wszystkich tych krajach w odpowiedzi na kryzys poziom ekspansji fiskalnej znacząco wzrósł (deficyt sektora urósł do 8 proc. PKB w Portugalii, 11 proc. w Hiszpanii i prawie 13 proc. w Grecji). W konsekwencji do problemów konkurencyjności doszły także problemy wiarygodności międzynarodowej i coraz częściej pojawiają się wątpliwości co do możliwości obsługi narastającego w szybkim tempie zadłużenia (przekładając się na wyższe koszty obsługi długu).

W kontekście problemów, z jakimi borykają się te kraje, receptą jest dostosowanie realne, tzn. obniżenie realnego poziomu płac. Problem polega na tym, że jest to proces bolesny ekonomicznie i społecznie. Jak bardzo – pokazuje przykład Łotwy, która stojąc w obliczu takich samych wyzwań, zdecydowała się na terapię szokową. Gwałtowne dostosowanie po stronie dochodów przełożyło się tam na głęboką recesję. Oczywiście można rozłożyć dostosowanie w czasie (np. utrzymując wzrost płac poniżej inflacji, co prowadzi do realnego dostosowania), ale w tym przypadku przywracanie konkurencyjności trwa znacznie dłużej, co z reguły oznacza lata stagnacji gospodarczej.

Euro na razie nie dla nas?

Doświadczenia ostatnich miesięcy związane z funkcjonowaniem strefy euro będą mieć daleko posunięte implikacje dla krajów takich jak Polska, aspirujących dopiero do członkostwa w strefie. Warto zwrócić uwagę na wiele podobieństw między gospodarką polską a np. hiszpańską w momencie wchodzenia przez nią do europejskiego mechanizmu walutowego, a następnie strefy euro. Co więcej, zalążki wielu procesów, które doprowadziły do obecnych problemów Grecji, Hiszpanii czy Portugalii, można było zaobserwować w Polsce w latach 2006 – 2008 (boom kredytowy, rosnąca siła przetargowa pracowników, ociąganie się z reformą finansów publicznych). Euro mogłoby je tylko zintensyfikować.

Na szczęście te negatywne zjawiska nie narosły jeszcze do rozmiarów powodujących poważne problemy, a globalny kryzys większość tych procesów zastopował. Przewrotnie można powiedzieć, że globalny kryzys dał nam czas na przemyślenie, czy chcemy nadal podążać drogą wytyczoną w przeszłości przez Grecję, Hiszpanię czy Portugalię (kredytowy, płacowy i konsumpcyjny boom zakończony kacem związanym z utratą międzynarodowej konkurencyjności). Mamy szansę być mądrzejsi o doświadczenia ostatnich miesięcy i lepiej się przygotować na członkostwo w strefie euro.

Aby zapobiec powtórzeniu się negatywnego scenariusza i odnieść trwałe korzyści z euro trzeba: I) wybrać właściwy czas na wejście do strefy euro (na dziś różnice w poziomie cen i dochodów są zbyt duże), II) stworzyć mechanizmy swego rodzaju kontroli rozwoju rynku kredytowego (tak, aby nie miał on nadmiernie procyklicznego charakteru), III) wynegocjować korzystny parytet wymiany złotego na euro, IV) gruntownie zreformować finanse publiczne, zapewniając spory bufor bezpieczeństwa, jeśli chodzi o poziom deficytu i długu publicznego, V) prowadzić politykę gospodarczą zapewniającą elastyczność strony podażowej kluczowych rynków (tj. rynek nieruchomości), by w ten sposób ograniczyć spekulacyjny wzrost cen.

Abstrahując od naszych własnych decyzji, należy również brać pod uwagę to, że obecne problemy niektórych krajów członkowskich będą najprawdopodobniej skutkować zmniejszeniem skłonności samej strefy euro do jej rozszerzania. W tej sytuacji rośnie prawdopodobieństwo scenariusza, w którym do strefy euro wejdziemy za dziesięć, a może i więcej lat.

Opublikowane: Rzeczpospolita 23.04.2010
 

Komentarze (1)
Euro – (nie)optymalna... Słaby wzrost w Unii, a może być...


   

Najnowsze wpisy
2017-08-13 20:36 Polityka gospodarcza a produktywność
2017-08-01 20:19 Tylko tyle i aż tyle
2017-07-20 18:44 Pomniki głupoty
2017-07-07 19:13 The best of
2017-06-25 12:27 Współpraca albo marginalizacja
Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak