Polski wkład w problemy strefy euro
 Oceń wpis
   

Z czołówek gazet wciąż nie schodzą (i z pewnością jeszcze przez długi czas nie będą schodzić) kwestie związane z problemami peryferyjnych krajów strefy euro. Do strukturalnych powodów problemów Grecji, Irlandii, Portugalii czy Hiszpanii odnosiłem się już kilka razy (np. wpis „Członkostwo w strefie euro nie zwalnia z odpowiedzialności”). Tym razem chciałem poświęcić chwilę uwagi polskiemu, a właściwie środkowo-europejskiemu wątkowi tych problemów. Chcąc nie chcąc bowiem, Polska i inne kraje naszego regionu przyczyniły się do obecnych problemów strefy. Ale po kolei.
 

Aby naświetlić powiązania pomiędzy tym, co działo się w naszym regionie, a problemami strefy trzeba wrócić do kilku istotnych dat. W grudniu 1991 r. Polska podpisała Układ o Stowarzyszeniu ze Wspólnotami Europejskimi, który zakładał powstanie w ciągu dziesięciu lat strefy wolnego handlu towarami przemysłowymi między Polską a Unią Europejską. W 1999 (w przypadku kilku wybranych towarów w 2002) nastąpiło faktyczne utworzenie strefy wolnego handlu towarów pomiędzy Polską a UE, tzn zniesienie wszelkiego rodzaju barier celnych i pozataryfowych. Wreszcie w maju 2004 r. Polska stała się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Podobny lub zbliżony kalendarz zdarzeń miał miejsce w przypadku wielu innych krajów naszego regionu. Warto zwrócić uwagę na fakt, że daty te pokrywają się z procesem tworzenia unii walutowej. Otóż w 1993 r. podpisany został traktat z Maastrich (tworzący ramy późniejszej strefy euro), a jej formalne ustanowienie miało miejsce 1 stycznia 1999 r.
 

Splot tych dwóch procesów nie pozostał bez konsekwencji dla całej Europy. Otóż wchodzenie krajów EŚW w struktury Unii spowodował, że o ile jeszcze w latach 90-tych kraje takie jak Portugalia czy Hiszpania masowo przyciągały inwestycje produkcyjne (dzięki niskim kosztom pracy), to na początku obecnego wieku główną lokalizacją nowych inwestycji produkcyjnych stała się Europa Środkowo-Wschodnia. Dotyczyło to całej palety produktów począwszy od odzieży, kosmetyków poprzez pralki i telewizory, a na samochodach skończywszy. Oprócz niskich kosztów pracy, instytucjonalnego bezpieczeństwa jakie gwarantowała integracja ze strukturami europejskimi, zaletą krajów EŚW okazała się też geograficzna bliskość największego europejskiego rynku zbytu, Niemiec.
 

Podczas gdy w naszym regionie produkcja dynamicznie się rozwijała, na południu Europy zaczęła się stopniowo kurczyć. Dla przykładu, przez ostatnich 10 lat w przemyśle motoryzacyjnym Hiszpanii zlikwidowano ok. 1 mln miejsc pracy. Podobna sytuacja miała miejsce w wielu innych branżach.
W ten oto sposób na przełomie wieku dokonał się na nowo proces rozdziału specjalizacji w ramach europejskiej gospodarki. W tym nowym rozdaniu południowej części Europy przypadła nowa rola. Inwestycje zagraniczne wcale nie przestały płynąć do tego regionu. Zmieniła się jednak ich struktura. Zamiast do przemysłu szerokim strumieniem napływały one do sektora finansowego, handlu, usług i nieruchomości, a więc tych obszarów, które korzystały na trwających w tych krajach konsumpcyjnym i kredytowym boomie. Można zadać pytanie, gdzie problem skoro kraje te pozostały atrakcyjne dla inwestorów. Otóż polegał on na tym, że nowe inwestycje zaczęły być lokowane w tych obszarach gospodarki, których produktów z zagranicą wymieniać się nie da. W konsekwencji nie da się z nich pozyskać środków niezbędnych do sfinansowania rosnących potrzeb importowych.
 

Reasumując, można powiedzieć, że choć kraje Europy Środkowo-Wschodniej nie są głównym sprawcą problemów strefy euro, to dołożyły swoją cegiełkę do skomplikowanej układanki czynników makroekonomicznych i strukturalnych, które zaprowadziły kraje takie jak Hiszpania, Portugalia i Grecja do ich dzisiejszej sytuacji. Oczywiście nawet gdyby procesu integracji Europy Środkowo-Wschodniej ze strukturami Unii Europejskiej nie było, to prawdopodobnie Hiszpania, Grecja czy Portugalia miałyby dziś problemy. Skala nierównowag byłaby jednak mniejsza i o rozwiązanie byłoby łatwiej.
 

Jaka lekcja płynie z tych wydarzeń dla Polski? Taka, że trzeba bacznie obserwować to, co dzieje się w międzynarodowym otoczeniu i odpowiednio reagować. W tym kontekście nie powinna nas uśpić obecna sytuacja, z przemysłem posiadającym mocną pozycję konkurencyjną na europejskim rynku. Obecny kryzys wymusi bowiem istotne dostosowanie kosztów pracy w wielu krajach Europy Zachodniej. Nam z kolei grozi rosnąca presja na wzrost płac. Ważne aby towarzyszyła jej poprawa w zakresie wydajności pracy. Dobrze byłoby również, aby złoty nie poddał się zbytnio presji słów przedstawicieli NBP, którzy szukają wybawienia od inflacji w rzekomym potencjale aprecjacyjnym naszej waluty.
 

Komentarze (6)
Czy Japonia będzie kolejnym... OFE – punkt widzenia...
1 | 2 | 3 |


   

Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak