Czy warto przyspieszać integrację ze strefą euro
 Oceń wpis
   

Ostatni kryzys strefy euro unaocznił, że daleko jej do zdefiniowanego w teorii optymalnego obszaru walutowego. W tej sytuacji odpowiedzią strefy jest chęć pogłębienia integracji. W krajach takich jak Polska, rodzi to obawy powstania Europy dwóch prędkości i dla niektórych jest dodatkowym argumentem za szybkim wejściem Polski do strefy euro. Czy rzeczywiście należy się spieszyć? Próbując odpowiedzieć na to pytanie warto przyjrzeć się przykładom Hiszpanii i Portugalii – czym innym jest bowiem formalne wprowadzenie euro, a czym innym realne procesy temu towarzyszące.

Niskie stopy procentowe – czy to rzeczywiście zaleta?
Na poziomie procesów makroekonomicznych przynależność do strefy euro biedniejszych i mniej wiarygodnych krajów UE tj. Portugalia czy Hiszpania doprowadziły w nich do znacznego spadku poziomu stóp procentowych. W polskiej debacie nt. euro proces ten jest postrzegany jako jeden z głównych benefitów członkostwa w unii walutowej. Oznacza bowiem niższy koszt finansowania gospodarki.
Jak się jednak w praktyce okazało, oprócz pozytywnych, niskie stopy zrodziły także negatywne efekty. Przełożyły się bowiem na nadmierny wzrost zainteresowania kredytem i spadek stopy oszczędzania. Wszystko to doprowadziło do boomu konsumpcyjnego i/lub spekulacyjnego wzrostu cen nieruchomości. Za stymulowanym w ten sposób wzrostem gospodarczym szybko poszła presja na wzrost płac. Ich tempo przekroczyło wzrost wydajności, a stąd już prosta droga do: utraty międzynarodowej konkurencyjności i szybkiego przyrostu zadłużenia zagranicznego.
Zadłużenie wzrosło, bo przy równoczesnym spadku stopy oszczędzania i wzroście popytu na kredyt szybko pojawił się niedostatek krajowych funduszy. W warunkach swobody przepływu kapitału i wysokiej wiarygodności danego kraju (członka strefy euro) ten niedobór był uzupełniany przez środki z zagranicy. Zadłużenie odbywało się poprzez krajowy sektor bankowy zaciągający kredyty i/lub emitujący papiery dłużne kupowane przez zagranicznych inwestorów.
W efekcie szybko wzrósł deficyt rachunku obrotów bieżących, który w wymiarze makro obrazuje skalę absorpcji oszczędności zagranicznych (zadłużania się). Średni deficyt dla Hiszpanii i Portugalii wzrósł z ok. 5% PKB tuż przed wejściem do strefy euro do prawie 13% PKB 10 lat później.
Na niekorzyść zmieniła się także międzynarodowa pozycja inwestycyjna, z szybko przyrastającą luką pomiędzy aktywami i pasywami zagranicznymi. W Hiszpanii przed wejściem do strefy zobowiązania zagraniczne przewyższały międzynarodowe aktywa o równowartość 30% PKB, w 2009 roku już o 92%. W tym samym okresie luka w przypadku Portugali wzrosła z 22% do 109% PKB.

Produkcja w odwrocie, usługi w natarciu
Równolegle z opisanymi procesami uboższe kraje strefy euro doświadczyły nie mniej ważnych zmian w strukturze gospodarki. Według niektórych teoretyków ekonomii członkostwo w jednolitym obszarze walutowym powinno w tych krajach prowadzić do konwergencji z tzw. „jądrem” strefy. Unia monetarna wspiera bowiem rozwój wymiany handlowej, a co za tym idzie wzrasta skala wzajemnych powiązań gospodarczych, głównego kanału transmisji i synchronizacji cykli koniunkturalnych.
Ostatni kryzys pokazał, że silniejsze mogą okazać się efekty związane ze wzrostem specjalizacji poszczególnych gospodarek, prowadzące do zmniejszenia stopnia konwergencji. Procesy specjalizacji wynikają z dążenia do uzyskania efektów skali na rynku charakteryzującym się przejrzystością cen i brakiem kosztów transakcyjnych. W rezultacie zmniejsza się skala samowystarczalności i różnorodności danej gospodarki. W efekcie jej odporność na tzw. szoki sektorowe (np. kryzys rynku nieruchomości) znacząco spada.
W Hiszpanii i Portugali procesy specjalizacji zostały zintensyfikowane przez opisane wcześniej procesy makro. Szybki wzrost płac w przemyśle powodował najpierw wstrzymanie rozbudowy nowych a następnie relokację istniejących mocy produkcyjnych. Proces ten przebiegał szczególnie szybko, gdyż pierwotnym motywem lokalizacji produkcji w tych krajach były właśnie niskie koszty pracy. Gdy ich zabrakło na niekorzyść Hiszpanii i Portugali zadziało ich peryferyjne położenie i ich odległość od głównych rynków zbytu (np. Niemcy).
W wymiarze zagregowanym opisane procesy doprowadziły do spadku roli i znaczenia przemysłu na rzecz usług. Na pozór nic w tym złego. Trzeba jednak pamiętać, że usługi ze swej natury są znacznie mniej „handlowalne” międzynarodowo, a zatem nie są w stanie wygenerować nadwyżki niezbędnej dla spłaty przez dany kraj jego zagranicznych zobowiązań. W ciągu 10 lat funkcjonowania w strefie euro gospodarka Hiszpanii przesunęła się w kierunku budownictwa i usług finansowych (ich udział w wartości dodanej wzrósł odpowiednio o 4.0 i 4.3 p.p.). Odbyło się to w głównej mierze kosztem przetwórstwa przemysłowego (spadek o prawie 5p.p. do niespełna 13%). Z koli gospodarka Portugalii przesunęła się w kierunku usług sektora publicznego i usług finansowych (wzrost o prawie 7p.p.). Także tutaj głównym poszkodowanym było przetwórstwo przemysłowe (spadek o prawie 5 p.p. do 13%).
W tym samym czasie struktura wartości dodanej pozostałych krajów strefy zmieniła się w znacznie mniejszym stopniu. Co więcej w krajach takich jak Niemcy udział przemysłu w wartości dodanej brutto nie zmienił się (21%). Potwierdza to, szczególne silnie oddziaływanie członkostwa w strefie euro na słabiej rozwinięte gospodarki unii walutowej.

Podsumowanie i wnioski dla Polski
Po wejściu do strefy euro uboższe kraje doświadczyły przejściowego boomu (choć w różnej skali), którego końcowym rezultatem była utrata międzynarodowej konkurencyjności i gwałtowny wzrost zadłużenia zagranicznego. Co równie istotne dokonały się w nich bardzo poważne zmiany struktury gospodarki. Spadło znaczenie produkcji, a wzrosło nieeksportowalnych usług. Przywrócenie konkurencyjności i spłata zaciągniętych za granicą długów będą w tej sytuacji wymagać realnych dostosowań; wzrostu stopy oszczędzania oraz spadku realnych wynagrodzeń. Będzie to prawdopodobnie oznaczać kilka lat stagnacji gospodarczej.
Przypadek Hiszpanii i Portugalii może być cennym materiałem dla Polski, tym bardziej, że specyfika naszej gospodarki każe poważnie zastanowić się nad przyspieszonym marszem w kierunku strefy euro. Trzeba bowiem pamiętać, że Polska pozostaje jednym z najsłabiej rozwiniętych krajów UE. Pomimo efektów doganiania PKB per capita stanowi w Polsce nieco ponad 60% średniego poziomu w Unii, a nasz przemysł opiera się głównie na niższych kosztach produkcji, a nie na innowacyjności. Dodatkowo ta gałąź gospodarki odczuje efekty wprowadzenia odpłatności za certyfikaty CO2 (według analiz KASHUE najbardziej zagrożone są m.in. przemysł cementowy, stalowy, część przemysłu chemicznego). Wraz z otworzeniem się niemieckiego rynku pracy oraz poprawą koniunktury pojawi się w Polsce presja na wzrost płac, któremu w ograniczonym stopniu będzie towarzyszył wzrost produktywności, szczególnie w sektorach nastawionych na eksport. Jednocześnie w Europie realne płace będą spadać, a więc polska przewaga na polu kosztów pracy będzie się zmniejszać. Biorąc pod uwagę peryferyjne położenie Polski w UE (choć sytuację poprawia bliskość Niemiec) utrata konkurencyjności kosztowej sprawi, że Polsce trudno będzie przyciągać nowe inwestycje zważywszy np. na stan infrastruktury drogowej i kolejowej.
Wszystkie te czynniki wskazują, że w przypadku zbyt wczesnego członkostwa w strefie euro możemy doświadczyć tych samych negatywnych procesów co Hiszpania i Portugalia. W tej sytuacji przyspieszanie procesu integracji, tylko po to, aby mieć złudne (w strefie euro faktycznie rządzić i tak będą Niemcy) przeświadczenie większego wpływu na to, co dzieje się w Unii może dla gospodarki mieć bardzo negatywne konsekwencje. Lepiej, aby zachodzące w polskiej gospodarce dostosowania po stronie kosztowej miały miejsce w warunkach płynnego kursu walutowego. Może on bowiem zaabsorbować znaczną część negatywnych konsekwencji tego procesu. Do strefy euro powinniśmy wchodzić z dojrzałą gospodarką. Tym bardziej, że wejście do strefy jest w praktyce procesem nieodwracalnym. W najbliższych latach priorytetem dla nas powinno być maksymalne wykorzystanie benefitów płynących z członkostwa w UE jako takiej. Chodzi głównie o przyciąganie funduszy europejskich i ich jak najbardziej efektywne wykorzystywanie. W szczególności do poprawy infrastruktury i zwiększenia innowacyjności naszej gospodarki.
 

Opublikowane: Rzczpospolita, 18.03.2011

Komentarze (3)
Wyniki banków w 2010 z... Na drodze ku Stanom Zjednoczonym...
1 | 2 |


   

Najnowsze wpisy
2017-08-13 20:36 Polityka gospodarcza a produktywność
2017-08-01 20:19 Tylko tyle i aż tyle
2017-07-20 18:44 Pomniki głupoty
2017-07-07 19:13 The best of
2017-06-25 12:27 Współpraca albo marginalizacja
Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak