Rzetelny obraz stanu polskiej gospodarki
 Oceń wpis
   

W minionym tygodniu miałem okazję uczestniczyć w debacie nt. konkurencyjności polskiej gospodarki z udziałem Prezydenta RP. Pretekstem do tego spotkania był raport przygotowany przez zespół prof. J.Hausnera pt. „Konkurencyjna Polska. Jak awansować w światowej lidze gospodarczej?” (http://fundacja.e-gap.pl/publikacje/28-publikacje/raporty/117-konkurencyjna-polska). W mojej ocenie jest to dokument, który dobrze diagnozuje sytuację Polski, stwierdzając wprost, że bez radykalnych zmian pozostaniemy w II lidze światowych gospodarek. W wielu swoich tezach raport jest zbieżny z moimi własnymi przemyśleniami i spostrzeżeniami, wyrażanymi m.in. na łamach bloga (wpisy w kategorii „Polityka gospodarcza”).

Poniżej kilka kwestii, na które starałem się zwrócić uwagę w trakcie debaty. Była ona skoncentrowana wokół dwóch pytań postawionych przez organizatorów:

  • W jaki sposób konkurencyjność gospodarki narodowej warunkuje stabilny rozwój wewnątrz strefy euro?
  • Jakich potrzeba zmian aby wzmocnić podstawy konkurencyjnego rozwoju polskiej gospodarki do 2015 roku i w dłuższej perspektywie?

W kontekście konkurencyjności w ramach strefy euro starałem się zwrócić uwagę, na fakt, że moim zdaniem powinniśmy bacznie obserwować ewolucję perspektywy strefy na konkurencyjność. Tego, czy przeważy pogląd, że kluczowa jest konkurencyjność poszczególnych gospodarek narodowych, czy też konkurencyjność strefy jako całości (jednego organizmu gospodarczego). Dziś w strefie euro przyjmuje się obie te perspektywy za tożsame – konkurencyjność strefy rozumiana jest jako suma konkurencyjności poszczególnych jej członków. Moim zdaniem jest to założenie, błędne prowadzące do swego rodzaju schizofrenii gospodarczej i próby osiągania dwóch optimów równocześnie (tak jakby himalaiście kazać w tym samym czasie zdobywać dwa szczyty). Dlaczego? Otóż dotychczasowe doświadczenia związane z funkcjonowanie strefy wskazują, że wspólna waluta stymuluje silnie procesy specjalizacji – pod wpływem sił rynkowych poszczególne sektory lokują się tam, gdzie jest to najbardziej optymalne z punktu widzenia strefy jako całości. Tymczasem istniejący dziś w strefie - mniej lub bardziej formalny - wymóg bilansowania się każdego kraju na poziomie rachunku obrotów bieżących działa w przeciwnym kierunku. W efekcie z jednej strony mamy siły rynkowe związane z wprowadzeniem wspólnej waluty, z drugiej przeciwdziałające im działania rządów. Te ostatnie przy pomocy mniej lub bardziej nieformalnych subsydiów, ulg podatkowych czy też nacisków politycznych starają się odtwarzać przemysł w swoich krajach. Moim zdaniem taka sytuacja prowadzi do nieefektywności i w najlepszym razie jest to gra o sumie zerowej – aby ktoś mógł zyskać, ktoś inny musi stracić.

W pewnym momencie strefa będzie musiała sobie tę schizofrenię uświadomić. Wówczas będzie mieć do wyboru dwie alternatywy. Jeśli zechce pozostać przy perspektywie narodowej wzrośnie presja na dekompozycję strefy ze strony niektórych członków (bilans kosztów i korzyści z posiadania własnej waluty będzie dla nich coraz bardziej ujemny). Alternatywą jest powrót do specjalizacji (zgody, na to że niektóre kraje pozostają deficytowe na poziomie rachunku obrotów bieżących) przy równoczesnym utworzeniu mechanizmu wtórnej redystrybucji korzyści z funkcjonowania strefy. Ten mechanizm to nic innego jak wspólny budżet strefy z którego środki – w formie transferów – miałyby trafiać do krajów „poszkodowanych” przez procesy specjalizacji (tzn. tych którym przypadła rola specjalizacji w usługach). Transfery te powinny iść na finansowanie badań i inwestycji w nowych dziedzinach przemysłu, tak aby kraje deficytowe z czasem mogły także zacząć się bilansować (koncepcyjnie powinno to wg. mnie działać jak liga NBA, gdzie najsłabsze kluby mają pierwszeństwo w pozyskaniu nowych graczy, dzięki czemu poziom ligi pozostaje wysoki i wyrównany).

Jakie to wszystko ma znaczenie z punktu widzenia Polski? Otóż biorąc pod uwagę członkostwo Polski w strefie euro musimy brać pod uwagę to, jakie miejsce przypadnie nam w ramach wspomnianej wyżej specjalizacji. Jeśli wejdziemy do niej z obecnym, kosztowym modelem konkurowania to utkniemy w „pułapce średniego dochodu” (zachowanie konkurencyjności wymagać będzie niskich płac, a jeśli ich nie zachowamy to nastąpi deindustrializacja), z której będzie nam się bardzo ciężko wyrwać.

W kontekście drugiego pytania (potrzebnych zmian) zwróciłem uwagę, że jeśli uporządkować 113 mierników konkurencyjności składających się na Global Competitiveness Index (najpowszechniej wykorzystywany i najbardziej kompleksowy miernik konkurencyjności krajów opracowywany corocznie przez World Economic Forum) od tych gdzie wypadamy najlepiej - wysoka pozycja na tle 144 analizowanych krajów - do tych gdzie wypadamy najgorzej (pozycja w ogonie analizowanych krajów) wówczas okaże się że wśród 20 tych subindeksów, gdzie wypadamy najgorzej aż 18 odnosi się do funkcjonowania sektora publicznego (w tym tak kluczowe kwestie jak: skala obciążeń regulacyjnych, uciążliwe procedury otwarcia biznesu, niska transparentność polityki gospodarczej, zakres i skutki opodatkowania). Jedynie 2 odnoszą się do sektora prywatnego. Moim zdaniem jest to dobitne potwierdzenie istniejącego w polskiej gospodarce dualizmu: sektor prywatny stara się nadążać za tym co dzieje się globalnie, a sektor publiczny wciąż tkwi mentalnościowo, organizacyjnie i funkcjonalnie w XX wieku. Zmiany w naszym kraju trzeba więc skoncentrować na sektorze publicznym. Jest to jednak zadanie niezmiernie trudne, gdyż wymaga, aby:

  • w sektorze tym była świadomość konieczności zmian,
  • wola ich przeprowadzenia,
  • oraz zdolność przeprowadzenia.
     

Jeśli chodzi o świadomość, to raporty typu ten prof. Hausnera bardzo budowaniu tej świadomości służą. Z drugiej strony, gdy słucha się niektórych przedstawicieli rządu można odnieść wrażenie, że według nich żadnego problemu nie ma. Np. Premier Tusk stwierdził niedawno (opierając się na danych E&Y), że jesteśmy najbardziej atrakcyjnym krajem do inwestowania. Szkoda tylko, że nie zauważył, że od 2000 r. średnioroczne tempo inwestycji firm - 2.4% - pozostaje znacznie poniżej tempa wzrostu PKB - ponad 6%, a relacja tych inwestycji do PKB plasuje nas w ogonie krajów UE.
Wola zmian w sektorze publicznym jest dziś moim zdaniem bardzo ograniczona. Zmiany w administracji oznaczają bowiem z reguły naruszenie istniejącego status quo. Można więc sobie łatwo wyobrazić torpedowanie (mniej lub bardziej jawne) wszystkich projektów zmian i brak faktycznej (nie mylić z deklarowaną) woli przekształceń.

Wątpliwa moim zdaniem jest również zdolność przeprowadzenia zmian. Chodzi mi o poziom wiedzy i kompetencji dostępnych w administracji. To czego mi najbardziej brakuje to brak praktycznego (biznesowego) podejścia do poszczególnych zagadnień.

W mojej ocenie w woli i zdolności przeprowadzenia zmian w sektorze publicznym leży klucz do wszelkich innych zmian w Polsce. Czy jest to w praktyce możliwe? Moim zdaniem tak, ale potrzebne jest wypracowanie formuły większego zaangażowania sektora prywatnego w rozwiązywanie istotnych kwestii sektora publicznego. W jaki sposób? Np. poprzez komercjalizację dużych projektów związanych ze zmianami w administracji. W moim przekonaniu projekty typu e-government powinny być realizowane (od fazy wypracowania koncepcja do wdrożenia) przez komercyjne, projektowe spółki (tak jak przeprowadzony był projekt Euro 2012).

 

 

P.S. w kontekście tego o czym piszę powyżej znamienna jest reakcja na raport prof. Hausnera ze strony resortu gospodarki; cytuję za PAP: „Zdaniem ministerstwa gospodarki raport prof. Hausnera przedstawia odosobnioną opinię (…) Resort wskazał, że np. firma analityczna Ernst & Young plasuje Polskę na pierwszym miejscu pod względem atrakcyjności inwestycyjnej w Europie Środkowej i Wschodniej, oraz na trzecim miejscu w Europie”. Tym sposobem daleko nie zajdziemy
 

Komentarze (2)
Co kołem zamachowym gospodarki? Czy w Polsce warto inwestować
1 | 2 | 3 | 4 |


   

Najnowsze wpisy
2017-08-13 20:36 Polityka gospodarcza a produktywność
2017-08-01 20:19 Tylko tyle i aż tyle
2017-07-20 18:44 Pomniki głupoty
2017-07-07 19:13 The best of
2017-06-25 12:27 Współpraca albo marginalizacja
Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak