Gra na przetrwanie
 Oceń wpis
   

Ostatnie lata przyniosły wiele różnego rodzaju zmian w otoczeniu i w samym europejskim sektorze finansowym. Są one bezpośrednim pokłosiem ostatniego kryzysu, kryzysu którego w opinii wielu (zwłaszcza polityków) głównymi sprawcami były banki. To czy tak rzeczywiście było, to temat na osobną rozprawę, natomiast dziś kluczowe jest pytanie czy obecnie forsowane rozwiązania zmierzają we właściwym kierunku, czy będą w stanie zapewnić powiew nowego życia pogrążonej w stagnacji Europie.

Pośrednictwo finansowe – jak i po co

By odnieść się do postawionego powyżej pytania warto zacząć od skrótowego przypomnienia roli jaką instytucje finansowe spełniają w gospodarce. Funkcji pełnionych przez te instytucje jest wiele, jednakże podstawowa z nich polega na tym, by w jak najbardziej efektywny sposób przekierowywać środki od tych którzy dysponują ich nadwyżkami, do tych którzy ich potrzebują. Równocześnie ważne jest to, aby proces ten przebiegał bez większych zakłóceń (kryzysów) zarówno w krótkim, jak i w długim okresie. W tym kontekście nie bez znaczenia jest to kim są ci, do których trafiają pożyczane środki i na co są one wykorzystywane. Najlepiej – z punktu widzenia gospodarki – aby były wykorzystywane na produktywne przedsięwzięcia, które zapewnią nowe strumienie dochodów, a tym samym przyczynią się niejako do samo-spłaty zaciągniętych zobowiązań. Jeśli tak nie jest i środki z długu idą głównie na finansowanie bieżącej konsumpcji i/lub finansowanie bańki spekulacyjnej (np. na rynku nieruchomości), to wówczas pośrednictwo finansowe sprowadza się w dużej mierze do transferowania siły nabywczej z przyszłości do teraźniejszości. Ma to pozytywny wpływ na bieżący stan gospodarki (kredytowy boom), ale negatywny na jej przyszłość (delewarowanie). Działanie tych prawidłowości możemy od kilku lat naocznie obserwować w wielu krajach zachodniej Europy.
Dodatkowy, istotny wymiar związany z pośrednictwem finansowym, to struktura podmiotów, które go dokonują - podział na pośrednictwo dokonywane przez banki, pozostałe instytucje finansowe i rynek kapitałowy. Teoria ekonomii nie rozstrzyga jednoznacznie, jaka struktura jest optymalna. Pod jej względem Europę (tę kontynentalną) przeciwstawia się często USA - w tym ostatnim kraju udział banków w finansowaniu sektora prywatnego wynosi zaledwie 20%, podczas gdy w większości krajów Europy jest on wyższy, choć generalnie nie przekracza 60%.

Gdzie tkwi problem

Dziś sektor finansowy i gospodarki Europy Zachodniej charakteryzuje wiele negatywnych zjawisk. Po pierwsze wysoki jest poziom zadłużenia sektora prywatnego i publicznego (w niektórych krajach dług stanowi dziś 3-4 krotność PKB). Po drugie na poziomie strefy euro brak jest nowej akcji kredytowej skierowanej do sektora prywatnego – w praktyce to co jest udzielane w formie nowych kredytów bilansuje się z tym co jest na bieżąco spłacane w związku z obsługą wcześniejszych zobowiązań. Po trzecie powszechne jest występowanie instytucji „za dużych by upaść”. Po czwarte istnieją silne powiązania pomiędzy sektorem finansowym (szczególnie bankowym) a sektorem publicznym. Po piąte wreszcie występuje niedokapitalizowanie niektórych instytucji - w szczególności banków - choć jak pokazują to wyniki ostatnich analiz EBC w ostatnich latach sytuacja w tym względzie bardzo mocno się poprawiła.

Ponadto kryzys dobitnie wykazał, że funkcjonowanie pan-europejskich instytucji finansowych i lokalna (na szczeblu narodowym) odpowiedzialność za nie może prowadzić do poważnych napięć, by nie powiedzieć katastrofy. Dobitnym przykładem jest tu Irlandia. W kraju tym ratowanie banków „za dużych by upaść” pochłonęło równowartość 30% PKB, skazując kraj na pomoc instytucji europejskich i MFW. Co więcej, ta zależność pomiędzy bankami i rządem działa także w drugą stronę - w wielu krajach banki są głównym (poprzez posiadane obligacje i udzielane kredyty) wierzycielem rządów Z tych powodów powiązania pomiędzy sektorem finansowym a sektorem publicznym, mogą w określonych warunkach stanowić swego rodzaju „śmiertelny uścisk”. Trudna sytuacja jednego z tych dwóch sektorów negatywnie wpływa bowiem na funkcjonowanie drugiego, co suma summarum może prowadzić do paraliżu całej gospodarki.

Skuteczna recepta?

W odpowiedzi na te liczne ułomności i słabości związane z funkcjonowaniem sektora finansowego, instytucje europejskie i rządy zaordynowały kurację, na którą składa się kilka elementów. Po pierwsze nowe regulacje. Wprowadzają one wyższe wymogi odnośnie posiadanego kapitału oraz w zakresie płynności (lepsze dopasowanie zapadalności aktywów i pasywów, wyższy udział płynnych aktywów) oraz ograniczają zakres prowadzonej przez banki działalności. Po drugie różnego rodzaju mechanizmy (także na szczeblu pan-europejskim) na przyszłe ratowanie banków i/lub ich uporządkowaną likwidację. Podstawową zasadą przy tej ostatniej ma być obciążenie kosztami takiej likwidacji udziałowców i pożyczkodawców, a także innych instytucji finansowych (poprzez ich partycypację w tworzeniu odpowiednich funduszy), a nie – jak miało to miejsce dotychczas – podatników. Wszystko to przekłada się dziś na rosnący poziom obciążeń sektora bankowego w formie podatków, opłat, składek itp.

Po trzecie stworzono instytucję wspólnego nadzorcy, dla największych, najbardziej istotnych systemowo instytucji finansowych. Po czwarte wreszcie forsowane są rozwiązania mające na celu ułatwienie i zachęcenie do korzystania z pośrednictwa finansowego dokonywanego przez instytucje nie-bankowe.

Główne pytanie jakie w kontekście tych nowych rozwiązań się jawi, dotyczy tego na ile dobrze adresują one problemy europejskiego systemu finansowego i w związku z tym na ile mogą okazać się skuteczne. Oczywiście – jak z reguły w tego typu sytuacjach – odpowiedź nie jest jednoznaczna. W skrócie: wydają się one adresować jedynie niektóre z problemów, co więcej mogą równocześnie stwarzać nowe.

Warto zauważyć, że aplikowane rozwiązania koncentrują się na stronie podażowej, na poprawie kondycji banków oraz na propagowaniu korzystania z innych, nie-bankowych kanałów pośrednictwa finansowego. Problem z takim podejściem polega na tym, że są to działania niewystarczające. By pośrednictwo mogło sprawnie funkcjonować nie wystarczy dostępność środków. Tych w Europie nie brakuje – Europa jest dziś eksporterem kapitału. Problem leży po stronie popytu. Tu jedynym aktywnym „graczem” jest sektor publiczny, zgłaszający olbrzymie potrzeby w zakresie finansowania deficytów. W sektorze prywatnym firmy polegają głównie na samofinansowaniu - to co generują same wystarcza na finansowanie ich ograniczonych w obecnych warunkach inwestycji. Z kolei gospodarstwa domowe raczej chcą się oddłużać niż zaciągać nowy dług. Tak więc by udrożnić pośrednictwo finansowe głównym wyzwaniem jest rozwiązanie problemu źle ulokowanych w przeszłości środków - problemu narosłych długów konsumpcyjnych i mieszkaniowych. Wymaga to masowej restrukturyzacji tych zobowiązań. Rozkładanie tego procesu w czasie (co wydaje się być dziś preferowaną opcją), oznacza dysfunkcjonalność systemu finansowego przez kolejnych kilka/kilkanaście lat i podążanie w tym względzie ścieżką Japonii.

Druga kwestia, to powiązanie sektora publicznego i bankowego. Paradoksalnie zaaplikowane rozwiązania, w niektórych obszarach jeszcze tę wzajemną współzależność będą umacniać. Wynika to z kształtu nowych regulacji – faworyzowania obligacji skarbowych z punktu widzenia przypisywanego im ryzyka oraz rosnących wymogów płynnościowych (by je spełnić trzeba będzie utrzymywać większe portfele obligacji). Również, fakt że po stronie popytu dominuje dziś sektor publiczny skazuje na dalsze wzajemne uzależnienie.

Jeśli chodzi o wspólny nadzór, to nie ma tu żadnej gwarancji, że okaże się on bardziej efektywny niż dotychczasowy. To posunięcie wydaje się wpisywać w ogólną filozofię funkcjonowania Unii Europejskiej - przenoszenia kompetencji regulacyjno-nadzorczych, do wielkich, zbiurokratyzowanych struktur, gdzie znacznie łatwiej o rozmycie indywidualnej odpowiedzialności za poszczególne decyzje i działania. W efekcie Unia Europejska przybiera coraz bardziej kształt biurokratycznego molocha, wprowadzającego coraz to więcej różnego rodzaju norm i regulacji, mówiącego kto, co i jak ma robić. Tak sytuacja sprawia, że z jednej strony nadzorowane podmioty zwalniane są niejako z samodzielnego myślenia i odpowiedzialności, z drugiej zaś ta sama odpowiedzialność po stronie regulatorów i nadzorców coraz bardziej się rozmywa.

Wreszcie, podejmowane działania nieuchronnie przyspieszą proces „wypychania” pośrednictwa finansowego poza sektor bankowy. To efekt dużo większej regulacji i obciążeń tego sektora w stosunku do pozostałych segmentów rynku finansowego. Warto jednak pamiętać, że to „wypychanie” pośrednictwa finansowego poza system bankowy, to równocześnie transferowanie ryzyk związanych z tą działalnością do swego rodzaju „czarnej dziury” (czy jak określają to niektórzy „shadow banking”), do segmentu która jest znacznie mniej uregulowany, znacznie mniej transparentny, przez co może być znacznie bardziej „kreatywny” w swych działaniach. To swego rodzaju paradoks, że inwestując tak wiele w stworzenie bezpiecznego sektora bankowego, ogranicza się jego rolę. Można tę sytuację porównać, do kogoś kto chcąc chronić to, co ma najcenniejszego wznosi dużym wysiłkiem i kosztem skarbiec-fortecę, by następnie trzymać swoje skarby zagrzebane pod ściółką w lesie. To, że sektor nie-bankowy, nie jest wcale (jak się dziś niektórym wydaje) bezpieczniejszy najdobitniej pokazuje przykład Stanów Zjednoczonych, gdzie to właśnie instytucje z „shadow-bankig” stały u źródła ostatniego kryzysu.

Głównym celem przetrwanie

Reasumując, można odnieść wrażenie, że powstająca w Europie struktura ma przede wszystkim zapewnić przetrwanie strefy euro. W tym celu stworzono architekturę utrzymująca przy życiu zarówno banki jak i rządy. Dzięki przyjętym rozwiązaniom te pierwsze będą mogły nadal funkcjonować w niezmienionej formie, a te drugie mają zapewniony strumień finansowania swych wielkich potrzeb (banki będą przekierowywać generowane w strefie oszczędności do sektora publicznego). Drugą stroną tego rozwiązania będzie ogólny marazm gospodarczy - brak odniesienia się do kwestii narosłego w przeszłości zadłużenia spowoduje, że europejska gospodarka przez lata pozostanie w stanie wegetacji.

Równocześnie bezpieczniejszy (czy nawet super bezpieczny) system bankowy, nie będzie się przekładać na większe bezpieczeństwo całego systemu finansowego. Dzięki prowadzonej przez EBC polityce pompowania płynności „shadow banking” będzie bowiem kwitł, tym samym dojrzewało będzie zarzewie kolejnego kryzysu.

Jak to wszystko ma się do Polski? Oczywiście wpływu tego co dzieje się w strefie euro (bo to ona determinuje dziś przyjmowane w Europie rozwiązania) nie unikniemy, chodzi jednak o to aby zachować możliwie daleko posunięty do nich dystans. Po pierwsze dlatego, że jak sygnalizowałem powyżej nie są to wcale rozwiązania optymalne. Po drugie dlatego, że nasza sytuacja jest zupełnie inna - rozwiązania w strefie są szyte na potrzeby nadmiernie ufinansowionych gospodarek, a my taką gospodarką nie jesteśmy (zobowiązania wszystkich sektorów to dziś ok. 150% PKB). Po trzecie wreszcie strefa euro jest w swego rodzaju desperacji, my zaś do kształtowania naszego systemu finansowego możemy podchodzić z dużo większym rozmysłem, czerpiąc nauki z błędów popełnionych (i nadal popełnianych) przez innych.
 

Artykuł opublikowany w dziale opinii portalu Instytutu Obywatelskiego

Komentarze (0)
Sami podstawiamy sobie nogę Czy QE może być wyczekiwanym w...
1 | 2 | 3 |


   

Najnowsze wpisy
2017-08-13 20:36 Polityka gospodarcza a produktywność
2017-08-01 20:19 Tylko tyle i aż tyle
2017-07-20 18:44 Pomniki głupoty
2017-07-07 19:13 The best of
2017-06-25 12:27 Współpraca albo marginalizacja
Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak