Bankowa triada - cz. 2
 Oceń wpis
   

Kontynuując opowieść o sektorze bankowym w Polsce zapoczątkowaną w cz.1 należy zacząć od tego, że najbardziej istotną zmianą jaką przyniósł 2015 r. był gwałtowny wzrost obciążeń związanych z systemem gwarancji depozytów. To konsekwencja problemów systemu SKOK (nie należącego do sektora bankowego) oraz upadku spółdzielczego banku działającego na rynku pod marką SK Bank. W efekcie łączne koszty na BFG będą - w przeliczeniu na aktywa - ok. 3.5-krotnie wyższe niż rok temu. Wyniki banków obciąży również nowy obowiązek - składania się na nowoutworzony fundusz wspierania kredytobiorców. Te czynniki w  połączeniu z mniej korzystnymi uwarunkowaniami makro (m.in. niższe stopy procentowe) spowodują, że zysk netto będzie się w br. kształtował na poziomie ok. 0.7 złotych z każdych 100 złotych aktywów, a zwrot z kapitałów spadnie do ok. 6.5-7%. Ponieważ koszt kapitału spadł w stosunkowo niewielkim stopniu, zyskowność banków ukształtuje się w br. poniżej kosztu kapitału. Oczywiście jest to średnia dla sektora; znajdą się więc pojedyncze banki, dla których zwrot wciąż jeszcze będzie wyższy od kosztu kapitału, ale w przypadku większości już nie. Można też oczekiwać, że w związku z poprawą wyników przedsiębiorstw sektora niefinansowego (o czym świadczą wyniki publikowane przez GUS; wyjątkiem jest energetyka, gdzie na wynikach ciążą odpisy związane z utratą wartości aktywów) działalność bankowa będzie się w 2015 r. plasować znacząco poniżej średniej dla gospodarki,  jeśli chodzi o zwrot z zainwestowanych kapitałów.  

Kluczowe jednak będzie to co wydarzy się w 2016 r.  Pierwsza istotna kwestia to wymogi kapitałowe. Otóż od 2016 r. obowiązywać będą nowe – podwyższone minima: 10.25% dla core tier 1 i 13.25% dla łącznego wskaźnika adekwatności. Co więcej, na wiele banków (tych ze znaczącym portfelem kredytów mieszkaniowych denominowanych w walutach obcych) nałożone zostały dodatkowe wymagania, dodatkowe bufory kapitałowe. Można więc przyjąć – w pewnym uproszczeniu – że nawet jeśli banki zatrzymają całe zyski wypracowane w 2015 r. (które będą znacząco mniejsze niż rok wcześniej), to jedynie skompensują tym wyższe wymagania kapitałowe, nie będzie już – jak miało to miejsce chociażby w 2014 r. – budowania bazy kapitałowej pod przyszłe kredyty.  Co ważne, można już dziś jednoznacznie stwierdzić, że niektóre banki (nie stanowiące jeszcze istotnej części systemu) nie będą miały w 2016 r. zdolności ekspansji w aktywach, a w skrajnych przypadkach będą być może musiały te aktywa ograniczać (redukować portfel kredytów) lub też zmienić ich strukturę w kierunku mniej kapitałochłonnej (np. zastąpić część kredytów dla firm i gospodarstw obligacjami skarbowymi, które nie absorbują kapitałów).

Jesteśmy świadkami bardzo istotnej zmiany w systemie bankowym – wszedł on w pole oddziaływania dwóch sił działających w przeciwnych kierunkach; z jednej strony rosnących wymogów kapitałowych, a z drugiej malejącej zdolności banków budowania tychże kapitałów (przynajmniej w formie zatrzymanych zysków). Z punktu widzenia całej gospodarki kluczowe będzie to, czy konieczność wstrzymania ekspansji kredytów (rozumiana jako sytuacja, w której skala nowoudzielanych kredytów jest mniejsza od wartości spłacanych przez klientów w danym roku) ograniczy się do pojedynczych instytucji, czy też zacznie się stawać problemem systemowym (odnoszącym się do znaczącej części sektora). W pierwszym przypadku skończy się prawdopodobnie na wyższym oprocentowaniu nowych kredytów (szczególnie dla firm i kredytów mieszkaniowych). Z drugim przypadkiem możemy mieć do czynienia, gdy pojawią się dodatkowe czynniki ograniczające zdolność generowania zysków (podatek bankowy) lub wręcz prowadzące do olbrzymich strat (nieprzemyślana restrukturyzacja starego portfela CHF). Zmaterializowanie się tego ostatniego scenariusza (strat na poziomie sektora) prowadziłoby do sytuacji, którą można porównać do jazdy pociągiem, w którym ktoś pociągnął hamulec bezpieczeństwa, doprowadzając do gwałtownego wyhamowania jego biegu, nie mówiąc o wywołanym tym zamieszaniu. Tym pociągiem jest nasza gospodarka, która rozwija się dziś w solidnym tempie (ok. 3.5% r/r). Ograniczenie możliwości jej finansowania przez banki doprowadziłby do wyhamowania wzrostu gospodarczego, a wraz z tym osłabienia finansów publicznych (o ich wrażliwości na koniunkturę pisałem w "Przeciekający dach") i wielu innych negatywnych zjawisk.     

Na koniec warto jeszcze poświęcić chwilę uwagi możliwym średnio- i długofalowym konsekwencjom zmian w polskim systemie bankowym. Jeśli zdolność generowania kredytu przez lokalne banki zostanie ograniczona, to z czasem w tę lukę zaczną wchodzić inni. Kto?  Przede wszystkim kapitał zagraniczny. Już dziś widoczna jest obecność europejskich banków działających bezpośrednio z zagranicy (a więc nie  zaliczanych do polskiego systemu bankowego) na rynku finansowania nieruchomości komercyjnych. Za chwilę mogą zapukać do drzwi dużych polskich firm, takich dla których stosunkowo łatwo o oceny wiarygodności (np. na bazie ratingów), oferując im kredyt. Przy ograniczonych zasobach lokalnego kapitału (cienko przędących OFE i wciąż relatywnie małym segmencie TFI), to zagranica będzie też dostarczycielem kapitału przy emisjach obligacji korporacyjnych. Wzrost skali tych emisji będzie kolejną konsekwencją „zdławienia” lokalnego kredytu.

Drugim potencjalnym wygranym mogą być państwowe banki, zwłaszcza jeśli nie będą musiały działać na takich samych zasadach jak pozostałe (niektóre nie muszą), a na dodatek wyznaczy im się jasny kierunek - wolumeny. Jak pokazują doświadczenia innych krajów niesie to ze sobą poważne ryzyko obniżenia jakości udzielanych kredytów i poważnych problemów w przyszłości.

Istotną konsekwencją presji na kapitały komercyjnych banków przy spadającej rentowności będzie także nowa fala konsolidacji - mniejsze instytucje nie będą w stanie przetrwać na rynku (ich funkcjonowanie nie będzie miało także sensu z punktu widzenia właścicieli). W tej sytuacji za kilka lat możemy mieć nasz sektor bankowy znacznie bardziej skonsolidowany niż dziś. Wraz z tym wzrośnie liczba banków „za dużych by upaść”, a możliwości wyboru – z punktu widzenia klientów – ulegnie znacznemu ograniczeniu.

Podsumowując, wygląda na to, że w najbliższych latach możemy być świadkami istotnej transformacji sektora bankowego (a w zasadzie całego systemu finansowego) w Polsce. Podstawowe cechy tej transformacji to wypieranie komercyjnych banków z pośrednictwa finansowego (w istotnej części na rzecz kapitału zagranicznego, ale także kapitału państwowego) oraz wzmożenie procesu konsolidacji sektora, który tym samym stanie się trudniej „zarządzalny”  - przez wiele lat rozdrobnienie naszego systemu bankowego postrzegane było jako swego rodzaju gwarant jego dywersyfikacji, a tym samym większej stabilności i odporności na szoki.

No cóż, wygląda na to, że po raz kolejny zamiast uczyć się na błędach innych wylejemy sobie wrzątek na głowę, po to by nabrać przekonania o tym że parzy.  

Komentarze (0)
Bankowa triada - cz. 1 Więcej cukru w cukrze
1 | 2 | 3 | 4 | 5 |


   

Najnowsze wpisy
2017-08-13 20:36 Polityka gospodarcza a produktywność
2017-08-01 20:19 Tylko tyle i aż tyle
2017-07-20 18:44 Pomniki głupoty
2017-07-07 19:13 The best of
2017-06-25 12:27 Współpraca albo marginalizacja
Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak