Każdy konflikt to także szansa
 Oceń wpis
   

Mój dzisiejszy wpis będzie nieco inny niż pozostałe wpisy na tym blogu, koncentrujące się na zagadnieniach gospodarczych. Skłoniły mnie do niego  wydarzenia ostatnich tygodni oraz świąteczny pobyt na moim rodzinnym Podkarpaciu, w szczególności rozmowy jakie miałem okazję odbyć (jak powszechnie wiadomo Podkarpacie to silny bastion PiS – ponad połowa wyborców głosowała na tę partię w październikowych wyborach).

Oczywiście nie jestem socjologiem i moje przemyślenia i wynurzenia mają czysto intuicyjny charakter, nie wykluczam że są nawet naiwne, ale mam nieodparte wrażenie, że stoimy dziś w ważnym, jeśli nie przełomowym momencie naszego kraju. Momencie, który może zadecydować o naszej historii na następne dziesięciolecia. Możemy bowiem zaprzepaścić – jak bywało to już wielokrotnie w naszej historii – to co z takim trudem udało się nam przez minione 25 lat osiągnąć.

Erupcja emocji z jaką mamy do czynienia w ostatnich miesiącach może się wydawać zaskakująca, ale dla mnie osobiście takowa nie jest. Już jakiś czas temu („Dwie Polski”, „Przeżuci i wypluci”) zwracałem uwagę, że to co działo się w ostatnich latach w naszym kraju ma dwa zupełnie skrajne odbiory: odbiór tych usatysfakcjonowanych z tego co 25-letni okres transformacji im zapewnił oraz tych, którzy postrzegają się jako tego okresu przegrani. Do tej drugiej grupy zalicza się także szeroka rzesza tych, którzy swojej życiowej szansy musieli w ostatnich latach szukać za granicą. To właśnie stosunek do minionych 25 lata stanowi moim zdaniem kluczową linię podziału. Co ważne ten kluczowy podział nie pokrywa się zbytnio  – wbrew temu co mogłoby się wydawać - z podziałami politycznymi. Jest raczej tak, że to poszczególne partie – poprzez dobór odpowiedniego przekazu - starają się dla swoich celów zjednywać to jedną to drugą grupę.

Te dwie Polski – jak je swego czasu nazwałem – przez wiele ostatnich lat obok siebie współistniały i dopiero ostatnie prezydenckie i parlamentarne wybory (w których opozycyjnej wówczas jeszcze partii udało się wpisać obietnicami w nastroje „przegranych”) ujawniły tlący się od dłuższego czasu konflikt.

Kluczowe pytanie w obecnej sytuacji, to pytanie o to co dalej? Każdy konflikt może być bowiem czymś konstruktywnym, zmusić do refleksji i wprowadzenia zmian. Może jednak także przerodzić się w falę destrukcji i zniszczenia. To w którą stronę pójdziemy będzie w dużej mierze zależeć od tego czy obie strony tego konfliktu będą w stanie ze sobą rozmawiać, czy uda się wypracować formułę społecznego dialogu, czy też zwycięży nastawienie na to by – mając na uwadze jedynie swoje racje - drugą stronę za wszelką cenę zniszczyć.

Paradoks obecnej sytuacji polega na tym, że procesy demograficzne mogą – przy właściwej polityce – silnie wspomóc zaadresowanie postulatów tych (szczególnie młodych ludzi), którzy zagłosowali przeciwko polityce minionych 25 lat. Jak bowiem opisałem to w moim poprzednim wpisie („Zmiana jest potrzebna, ale będzie o nią trudno”) jest spora szansa na to by - umiejętnie poprowadzona - gospodarka przekształcała się w szybkim tempie w kierunku gospodarki opartej na kapitale i wiedzy, stwarzając tym samym szanse wyższego poziomu płac, lepszego wykorzystania dostępnych w kraju kompetencji i kwalifikacji oraz wyższego poziomu życia dla wszystkich. Problem polega na tym, że do przeprowadzenia tego procesu potrzebny jest korzystny klimat inwestycyjny, a obecna sytuacja wybitnie temu nie służy, zwłaszcza jeśli miałaby się przerodzić w stan permanentny, czego wykluczyć nie można.

Jeśli chcemy wykorzystać gospodarczą szansę jaka się przed nami jawi, musimy zacząć ze sobą wzajemnie rozmawiać.  Od etapu wykrzykiwania swoich racji (który w warunkach konfliktu jest dość naturalny) przejść do rzeczowej dyskusji o tym, co nas tak naprawdę dzieli. Wierzę, że wówczas dość szybko spostrzeżemy, że na poziomie zdecydowanej większości społeczeństwa jesteśmy się w stanie dogadać. Pozostaje niestety wąska (ale silnie wpływowa) grupa tych, dla których ważniejsze niż dobro Polski jest dobro tej czy innej partii, czyli tej czy innej grupy interesu.

Największy problem widzę w tym, jak instytucjonalnie taką debatę ustrukturyzować. Niestety dobrą platformą do społecznej debaty nie jest dziś Parlament. By rozwiązać problem podziału społeczeństwa potrzebujemy sięgnąć po formułę apolityczną, bliższą okrągłemu stołowi. Mam świadomość, że dla części osób jest to instytucja, która źle się kojarzy, jednakże co by o niej nie mówić była niewątpliwie wyrazem dialogu, w ważnym, wręcz przełomowym dla Polski momencie. Dziś właśnie potrzebujemy dialogu o tym, jakich zmian systemowych potrzebujemy (i jak je przeprowadzić), by większa część społeczeństwa, mogła postrzegać sukces naszego kraju także przez pryzmat swojego indywidualnego sukcesu.

Obecny konflikt to szansa na stworzenie bardziej spójnej społecznie Polski, elementu niezbędnego dla wykorzystania istniejących szans. Jeśli nie zaczniemy ze sobą rozmawiać i się nie dogadamy, alternatywą będzie narastająca agresja i nienawiść. Historia uczy, że w takich sytuacjach największymi wygranymi byli zawsze wrogowie Polski. Widząc to co się u nas dzieje pewnie już dziś zacierają z radości ręce.

 

P.S.

Jeśli chodzi o Trybunał Konstytucyjny – w którym dziś, jak w zwierciadle, odbijają się wszystkie interesy polityczne, których nie powinno mylić się z interesami społecznymi - to wszyscy mają już chyba świadomość, że został on na tyle zdezawuowany, że bez względu na formułę w jakiej przyszłoby mu działać, jego autorytet będzie bardzo ograniczony. Najlepszym rozwiązaniem byłoby powołanie zupełnie nowego ciała (np. Rady Konstytucyjnej), która przejęłaby funkcje Trybunału, a której sędziowie zostaliby powoływani na nowo, większością 2/3 głosów  w sejmie. Tylko wówczas będzie można – moim zdaniem – odbudować autorytet jednego z najważniejszych organów demokratycznego Państwa.

Komentarze (0)
Zmiana jest potrzebna, ale mało... Właściwie zdefiniować innowacyjność
1 | 2 | 3 | 4 |


   

Najnowsze wpisy
2017-08-13 20:36 Polityka gospodarcza a produktywność
2017-08-01 20:19 Tylko tyle i aż tyle
2017-07-20 18:44 Pomniki głupoty
2017-07-07 19:13 The best of
2017-06-25 12:27 Współpraca albo marginalizacja
Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak