Czy można zrozumieć SNB?
 Oceń wpis
   

Ostatnia decyzja banku centralnego Szwajcarii (SNB) o zerwaniu swego rodzaju kotwicy kursowej była olbrzymim zaskoczeniem dla wszystkich. Jej wpływ jest odczuwany w wielu krajach, dotknęła ona wiele rożnych osób i instytucji, w tym kilkaset tysięcy polskich rodzin, które posiadają kredyty mieszkaniowe denominowane w szwajcarskim franku. Biorąc pod uwagę to jak wielką rolę odgrywają dziś banki centralne, trzeba przy okazji tej decyzji postawić pytanie o jej motywy i racjonalność oraz o społeczną legitymizację.

Spróbujmy więc zrozumieć SNB. Od razu trzeba powiedzieć, że nie jest to łatwe. W dość powszechnej opinii ekonomistów była to zła decyzja, a według niektórych zasługuje nawet na miano „jednej z największych pomyłek w historii polityki monetarnej”. Za tą krytyczną oceną stoi przekonanie, że trudno jest dla decyzji SNB znaleźć racjonalne uzasadnienie, przy czym chodzi oczywiście o racjonalność z punktu widzenia interesu Szwajcarii i Szwajcarów.

Z wypowiedzi prezesa SNB można odnieść wrażenie, że głównym argumentem za ostatnią decyzją była obawa potencjalnych strat na aktywach rezerwowych (głównie tych w euro), które SNB był zmuszony akumulować prowadząc politykę maksymalnego poziomu kursu franka do euro. Jeśli to prawda, oznaczałoby to, że SNB ugiął się z jednej strony pod presją tych, którzy główne zagrożenie widzą w jej ścisłych relacjach z pogrążoną w kryzysie strefą euro. Z drugiej zaś, że istotny jest dla niego interes akcjonariuszy banku. W przeciwieństwie bowiem do większości banków centralnych SNB jest instytucją, w której znaczne udziały posiadają inwestorzy prywatni, a pozostałą część akcjonariatu stanowią kontony. Powoduje to, że podejście do generowanych (faktycznie lub potencjalnie) przez SNB strat jest inne niż w przypadku „państwowych” banków centralnych (tu straty traktowane są z reguły jako „czysto papierowe”, w związku z tym bez szerszych implikacji)

Taka argumentacja okazuje się być jednak zbudowana na dość słabych podstawach. I to z wielu powodów. Po pierwsze zerwanie swego rodzaju kotwicy kursowej wcale nie musi prowadzić do ograniczenia strat na posiadanych rezerwach. SNB zadeklarował dalsze interwencje na rynku, a w związku z brakiem kotwicy skala przepływów (a co za tym idzie skala koniecznych interwencji) może być paradoksalnie znacznie większa niż z kotwicą. Po drugie straty na rezerwach, to tylko część rachunku jaki powinien brać pod uwagę SNB. Jego decyzja spowodowała bowiem olbrzymie, negatywne konsekwencje w innych częściach gospodarki; uderzeni zostali eksporterzy (ich konkurencyjność), banki (ich inwestycje w aktywa zagraniczne straciły na wartości kilkanaście procent) oraz zwykli obywatele. Ci ostatni głównie na skutek „wyparowania” z giełdy kapitalizacji (a więc oszczędności) o wartości kilkudziesięciu miliardów franków. Na dodatek - w formie niejako „drugiej fali” – niemalże każdy w Szwajcarii odczuje już wkrótce deflacyjno-recesyjne skutki silnej aprecjacji franka. Wszystkie te koszty, wzięte razem, wydają się wskazywać na zdecydowanie ujemny bilans decyzji SNB w stosunku do alternatywnego scenariusza jakim byłoby trwanie przy kotwicy kursowej. Tym bardziej, że problem posiadania euro (i innych niechcianych aktywów ze strefy euro) można było rozwiązać w inny sposób – można je było zamieniać na bardziej pożądaną walutę (np. dolara), złoto, akcje czy nieruchomości. SNB i tak od dłuższego już czasu działa jak swego rodzaju fundusz inwestycyjny i posiada w swym portfelu różnorakie aktywa.

W tej sytuacji rodzi się pytanie co dalej? Trudno przypuszczać, aby SNB przyznał się otwarcie do błędu. Może jednak, biorąc pod uwagę skalę strat (prawdopodobnie większych niż się spodziewano), starać się minimalizować negatywne skutki swej decyzji. Najmniej prawdopodobne jest ponowne wprowadzenie kotwicy (choć nie jest to niewykonalne). Można oczekiwać, że SNB będzie koncentrował się na zwiększaniu kosztów lokowania we franku, czyli na ewentualnym dalszym obniżaniu stóp procentowych. Problem polega na tym, że doświadczenia z lat 70-tych, kiedy bank centralny Szwajcarii musiał zmagać się z podobnymi wyzwaniami niż dziś wskazują na niską skuteczność tego instrumentu (dużo bardziej efektywny okazało się wówczas powiązanie franka z marką niemiecką, a więc instrument z którego właśnie zrezygnowano). Oczywiście dziś rynki finansowe są zupełnie inne i oddziaływanie przez ujemne stopy może być bardziej efektywne. Kluczowe jednak jest tu słówko może. Sam SNB przyznaje bowiem, że dziś zachowanie się franka jest w dużym stopniu pochodną mało przejrzystych i nie do końca przewidywalnych operacji na instrumentach pochodnych i strukturyzowanych.

Decyzja SNB (i jej skutki) każe postawić jeszcze jedno pytanie. O granice tzw. niezależności banków centralnych. Można odnieść wrażenie, że po tym jak powszechnie uznano i doceniono rolę banków centralnych w stabilizowaniu sytuacji na przełomie 2008-2009, te ostatnie poczuły się „panami sytuacji”. Przyjęły to uznanie jako przyzwolenie do prowadzenia wszelkich możliwych eksperymentów na rynkach finansowych i realnej gospodarce. W efekcie społeczeństwa (ich systemy społeczno-gospodarcze) stały się swego rodzaju królikami doświadczalnymi – banki centralne wykorzystują warunki powstałe w następstwie kryzysu do testowania różnego rodzaju pomysłów, działań, wycofywanie się z nich, podejmowanie nowych itd. itp. Co najgorsze nikt za to nie ponosi (i nie poniesie) żadnej odpowiedzialności. Zawsze przecież prezesi banków centralnych mogą powiedzieć (i trudno to niestety w praktyce zweryfikować), że bez tych działań byłoby jeszcze gorzej. Poszukując nowych instytucjonalnych rozwiązań dla post-kryzysowego świata jednym z kluczowych wyzwań staje się dziś nie tylko zdefiniowanie na nowo roli i miejsca rynków finansowych w globalnej gospodarce, ale także miejsca banków centralnych w zarządzaniu tą globalną gospodarką i społecznego umocowania ich działań.
 

Opublikowane: Parkiet, 31.01.2015

Komentarze (0)
New position in global value chains Przedwczesna deindustrializacja
1 | 2 | 3 |


   

Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak