Daleko nam do niemieckiego modelu gospodarki
 Oceń wpis
   

Z różnych dyskusji i artykułów prasowych wynika, że nie brakuje w Polsce zwolenników tzw. niemieckiego modelu społeczno-gospodarczego. Niektórzy mówią nawet o uczynieniu z Polski „małych Niemiec”. Gdy wchodzi się w szczegóły okazuje się jednak, że to co miałby oznaczać niemiecki model jest przez rożne osoby definiowane w różny sposób.

W tym kontekście bardzo ciekawą lekturę stanowi dokument T.Iversena i D.Soskice pt. „A structural-institutional explanation of the Eurozone crisis”, gdzie m.in. można znaleźć opisy dwóch modeli gospodarczych: północnoeuropejskiego (w praktyce niemieckiego) i południowoeuropejskiego.  Warto się tym dwóm opisom przyjrzeć, bo wynikają z nich moim zdaniem ciekawe wnioski dla Polski.

Model niemiecki

Głównym założeniem tego modelu jest to, że ma on zapewnić gospodarce takie rozwiązania instytucjonalne, które będą promować międzynarodową konkurencyjność i eksport. Te dwa elementy są motorem napędowym całej gospodarki „ciągnąc” niejako za sobą sektory „nie-eksportowe” i obszar usług publicznych. Podstawowe składowe tego modelu to:

  • Negocjacyjny tryb ustalania płac,  w którym rolę wiodącą odgrywa zorientowany na konkurencyjność międzynarodową wysoce-produktywny przemysł. To co zostaje w tym obszarze ustalone jest wyznacznikiem dla pozostałej części gospodarki. Jest to możliwe ze względu na dość jednolity charakter rynku pracy (jednolity charakter zatrudnienia) oraz działalność związków o charakterze uniwersalnym a nie branżowym (choć takie też jak najbardziej istnieją)
  • Mechanizm dostosowywania się polityki gospodarczej (monetarnej i fiskalnej) do ustaleń płacowych. Na czym to polega? Jeśli bank centralny/rząd widzą zagrożenie dla konkurencyjności w związku z nadmierną presją płacową, to polityka makroekonomiczna (monetarna lub fiskalna - w zależności od możliwości) przybiera charakter restrykcyjny. Chodzi o to, aby związki zawodowe miały świadomość, że ich nadmierna roszczeniowość będzie się stosunkowo szybko przekładać na wzrost bezrobocia (a nie dopiero poprzez długofalowe efekty utraty konkurencyjności). Co ważne, w efekcie konsekwentnego praktykowania takiego podejścia przez całe dziesięciolecia utrwalił się niejako mechanizm samo-ograniczenia się związków zawodowych w żądaniach płacowych, a głównym  wyznacznikiem możliwego wzrostu płac są zmiany produktywności.  
  • Polityka kontroli wzrostu plac stymuluje z kolei współpracę pracowników i zarządów firm mającą na celu zwiększanie produktywności. Istotnymi elementami tej współpracy są wysiłki na rzecz zwiększenia innowacyjności oraz podnoszenia jakości kapitału ludzkiego (inwestycje w szkolenia). Ten ostatni proces jest też bezpośrednio wspierany przez państwo.

W efekcie tak skonstruowanego systemu bodźców – wspartego przez szeroki polityczny kompromis – udaje się tak ukierunkować zachowania na poziomie mikro (poszczególnych firm), by na poziomie makro realizowane były strategiczne cele rozwojowe, którymi są innowacyjność, konkurencyjność i wysoka produktywność.  Poza tym wszystkie elementy modelu wzajemnie się wspierają i uzupełniają.

 

Model południowoeuropejski

Wyróżnikiem tego modelu jest z kolei dualizm, funkcjonowanie dwóch obszarów:

  • Sektora formalnego – działają w nim silne, ale nieskoordynowane związki . Jest to sektor, który  oferuje relatywnie wysokie wynagrodzenia oraz wysoki poziom ochrony pracowników. W tym sektorze mieści się znaczna część sektorów handlowalnych (nastawionych na wymianę i konkurencję międzynarodową), ale także urzędnicy, państwowe molochy czy korporacje zawodowe (np. prawnicy) ,
  • Sektora nieformalnego – działają w nim rozproszone i słabe związki zawodowe. Dominują niskie płace. Sektor ten obejmuje działalności słabo uregulowane, z reguły lokalne usługi i małe zakłady produkcyjne.

Taki model jest szczególnie niekorzystny dla ludzi młodych, którzy mają małe szanse (zwłaszcza w obecnej sytuacji gospodarczej) dostania się do sektora formalnego. W większości przypadków lądują więc w sektorze nieformalnym.

W stosunku do modelu niemieckiego modelowi południowoeuropejskiemu brakuje dwóch istotnych elementów:

  • mechanizmu kontrolowania (ograniczania) wzrostu płac,
  • mechanizmu wyrównywania płac pomiędzy sektorami. Jest to związane z  jednej strony z brakiem ogólnokrajowych struktur związkowych, a z drugiej z brakiem zainteresowania sektora formalnego w podnoszeniu płac w sektorze nieformalnym (pracujący w sektorze formalnym są beneficjentami niskich płac w sektorze nieformalnym jako konsumenci, np. odbiorcy usług tego sektora).

Taka sytuacja prowadzi do tego, że brak jest też systemowych rozwiązań wspierających proces podnoszenia kwalifikacji, jak również bodźców na poziomie mikro (firm), do zwiększania innowacyjności i produktywności.

Jak do tego wszystkiego ma się polityka makroekonomiczna? Ponieważ związki w sektorze formalnym działają w sposób nieskoordynowany, a w sektorze nieformalnym płace ustalane są na zasadzie podaży i popytu, to polityka makroekonomiczna nie ma możliwości przeciwdziałania pro-inflacyjnemu kształtowaniu płac. W rezultacie w okresach dobrej koniunktury (wywołanej np. kredytowym boomem) wzrost wynagrodzeń prowadził z reguły do szybkiej utraty konkurencyjności (poprzez zmiany w realnym kursie). To właśnie ten proces wyjaśnia, dlaczego kraje te miały (zanim jeszcze wstąpiły do strefy euro) potrzebę tego by od czasu do czasu zdewaluować swoje waluty i w ten sposób przywrócić utraconą konkurencyjność.

Na poziomie politycznym uzupełniającym elementem tego modelu jest silnie rozwinięty klientelizm. Sfera publiczna ukierunkowana jest na podejmowanie działań zgodnych z interesem określonych grup interesu. Oczywiście w zamian za poparcie polityczne.

 

Wnioski dla Polski

Już powierzchowne spojrzenie na opisy obu modeli jednoznacznie wskazuje, że jest nam znacznie bliżej do modelu południowoeuropejskiego. Widać u nas w zasadzie wszystkie jego symptomy: dualizm sektorów, politykę makroekonomiczną zupełnie oderwaną od kwestii płac, korygującą rolę kursu walutowego, brak presji na wzrost kompetencji i innowacyjności itd. Oznacza to, że budowanie u nas drugich Niemiec, to bardzo odległa perspektywa. Ukierunkowanie na niemiecki model wymagałyby zupełnej przebudowy tego, obecnie istniejącego. Nie na razie nie wskazuje byśmy weszli na niemiecką drogę, być może powodem jest właśnie brak pełnego zrozumienia na czym ta niemiecka droga polega.

Z porównania obu europejskich modeli wynika dla nas jeszcze inny ważny wniosek. Otóż, jeśli zaaplikowany w danym kraju model jest wewnętrznie niespójny, to poszczególne elementy systemu gospodarczego dostosują się do tego, osiągając zamiast jednej ogólnej, 2-3 lub więcej stanów quazi-równowagi (takie jak sektor formalny i nieformalny na południu Europy). W efekcie powstaje z tego hybryda, która wprawdzie funkcjonuje, ale nie generuje pożądanych bodźców do nieustannego modernizowania się gospodarki. Kończy się to porażką w globalnej konkurencji, zepchnięciem na peryferia tejże globalnej gospodarki i zubożeniem społeczeństwa.

Komentarze (0)
Zjeść ciastko i mieć ciastko Kto oszczędza a kto powinien
1 | 2 |


   

Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak