Dlaczego tak trudno zejść z utartych szlaków
 Oceń wpis
   

Kilkakrotnie już na swym blogu zwracałem uwagę na to, że obecnie funkcjonujący globalny system finansowy jest w obecnej formie nie do utrzymania (np. „Chiny, Fed, ropa i co to oznacza dla Polski – cz.2”). Że wchodzenie w obszar ujemnych stóp, kolejne fale drukowania pieniędzy to jedynie próba odwleczenia momentu prawdy. Momentu, kiedy trzeba przyznać, że tak dalej już się nie da. Że rozwój polegający na stymulowaniu coraz to większego zadłużenia - jak nie jednych to drugich - to w ostatecznym rozrachunku droga donikąd („Jak ratowano świat z kryzysu zadłużenia”). Że stymulowanie  własnej gospodarki kosztem innych (jak ma to miejsce w przypadku wojen walutowych) to globalnie gra o sumie zerowej,  w której na dłuższą metę nikt nie może wygrać.

Mijają lata a nic w kontekście przypisywanych recept i stosowanych leków się nie zmienia, choć coraz to więcej twardych danych pokazuje, że terapia nie działa. U globalnych decydentów (szczególnie szefów banków centralnych) wciąż nie widać chociażby próby refleksji. Parcie niezmiennie tą samą drogą wskazuje na trzy możliwe rodzaje upośledzeń w funkcjonowaniu dzisiejszych systemów społeczno-gospodarczych. Pierwsza hipoteza jest taka, że globalne społeczeństwo jest na tyle ograniczone, że nie jest w stanie wypracować alternatywnych w stosunku do obecnego systemu (i dominującego obecnie sposobu myślenia) propozycji. W efekcie jedziemy po utartych koleinach wyznaczonych dziesięciolecia temu. A na pozór niekonwencjonalne działania (ujemne stopy, dodruk pieniądza itd.), to wciąż jednak jazda tym samym pociągiem i po tym samym torze tyle tylko, że z coraz większą prędkością.

Druga możliwość jest taka, że alternatywne propozycje i rozwiązania istnieją, ale są tacy (na dodatek odpowiednio wpływowi) , w których interesie jest to by obecny układ zachować tak długo jak się da, gdyż tak długo jak istnieje gwarantuje on określone korzyści, a zmiana systemu zawsze oznacza – przynajmniej na początku – wielką niepewność.

Trzecia wreszcie możliwość również zakłada, że alternatywne rozwiązania istnieją, ale nie ma takich, którzy podjęliby ryzyko przebudowania istniejącego obecnie systemu. Moim zdaniem dzisiejszą rzeczywistość odzwierciedla połączenie opcji 2 i 3. Z jednej strony są bowiem tacy, którym system w obecnym kształcie wciąż zapewnia określone korzyści, a przede wszystkim gwarantuje im siłę i wpływy („Fed kontra Golem”). Równocześnie jednak o ile w sferze koncepcji nie brak jest śmiałych wizji nowego ładu finansowo-gospodarczego (by przywołać tu dla przykładu A.Turnera czy M.Kinga), to z faktycznych decydentów nikt się do ich urzeczywistniania w praktyce nie pali. Dlaczego tak się dzieje? Myślę, że wynika to z odpowiedzialności jaka z tego typu decyzjami się wiąże. Powoduje to, że prawdopodobnie nikt nie podejmie ryzyka zmiany systemu, dopóki się on nie zawali. Nawet jeśli bowiem  prawdopodobieństwo sukcesu byłoby wysokie (zmiana okazałaby się na lepsze), a ryzyko porażki stosunkowo niewielkie, to rozkład potencjalnej „nagrody i kary” jest tak nieproporcjonalny, że skłania do zaniechania. W przypadku sukcesu uznano by go najprawdopodobniej za oczywisty. Porażka oznaczałaby z kolei odejście w niesławie i zapisanie w historii niechlubnej karty. Dlatego też z puntu widzenia decydentów lepszym wyborem jest czekanie aż system się zawali. Tak bowiem długo jak to się nie stanie nie ma ostatecznych dowodów, że rzeczywiście do tego zawalenia musi dojść (nawet jeśli są jakieś analogie historyczne, to zawsze można powiedzieć, że „tym razem jest inaczej”). Poza tym, gdy system już się zawali winę za to można zawsze przypisać poprzednikom, a sobie zagwarantować rolę „ratowania tego co się da”. W obliczu samoistnego rozpadu starego systemu, nawet jeśli to ratowanie uda się jedynie połowicznie, to nikt nie będzie miał pretensji. Z kolei przy odrobinie szczęścia można nawet zostać bohaterem.  

Ten sposób podchodzenia do kluczowych wyzwań globalnej gospodarki jest dziś powszechnie widoczny. Nie tylko w odniesieniu do systemu finansowego. Także w przypadku strefy euro – obecny stan to czekanie na to, aż gdzieś coś znowu się zawali (tym czymś będzie być może referendum we Francji o opuszczeniu strefy euro). Dopiero wówczas będzie można dokonać jakiś bardziej radykalnych zmian.

Taki dostosowawczy a nie antycypacyjny sposób uprawiania polityki gospodarczej oznacza, że najbliższe lata będą w globalnej gospodarce nadal obfitować w wiele „kryzysowych” zjawisk, a premierzy i prezesi banków centralnych będą nadal odgrywać swoje role „zbawców”. Tyle tylko, że zmienia się sytuacja społeczna. Społeczeństwa coraz bardziej tracą cierpliwość. Coraz częściej same rozglądają się za alternatywnymi rozwiązaniami oraz tymi, którzy skłonni są podejmować odważne działania. Ryzyko polega na tym, że w tym poszukiwaniu będę prawdopodobnie sięgać niekoniecznie po tych, którzy te alternatywne (skuteczne) recepty mają, ale po tych co wystarczająco głośno i populistycznie krzyczą.

Komentarze (0)
Stan podgorączkowy? MFW bije się w piersi
1 | 2 |


   

Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak