Wynagrodzenia w Polsce na tle Unii
 Oceń wpis
   

Jak bumerang co jakiś czas powraca w Polsce kwestia poziomu płac, ich porównywania do tego co jest w innych krajach Unii Europejskiej, szczególnie tych zachodnich. Wbrew pozorom nie jest to taka łatwa sprawa, bo czynników, które wpływają na płace jest sporo. Miałem okazję mówić o tym dzisiaj w Polskim Radio. Poniżej kilka podstawowych danych obrazujących porównanie Polski w stosunku do Niemiec. Ponieważ na to co ostatecznie trafia (i w nim zostaje zostaje) do portfela pracowników wpływ ma m.in. polityka opodatkowania dochodów z pracy oraz ulg podatkowych poniższe liczby odnoszą się do przykładu rodziny 2+2, w której obie osoby dorosłe pracują i uzyskują wynagrodzenie na poziomie średniej krajowej. W takiej sytuacji:

  • na poziomie brutto, w 2015 r. średnie wynagrodzenie każdej z dwojga pracujących osób w opisanej wyżej rodzinie wynosiło w Polsce 982 euro miesięcznie, a w Niemczech 3920 euro. Oznacza to, że wynagrodzenie w Polsce stanowiło 25% wynagrodzenia w Niemczech,
  • na poziomie netto („na rękę”) każdy z pracujących członków polskiej rodziny zarobił w 2015 r. 769 euro miesięcznie, a niemieckiej 2586 euro. Polskie wynagrodzenie netto stanowiło więc 30% poziomu w Niemczech. W praktyce oznacza to, że skala fiskalizmu była w Niemczech wyższa – do budżetu trafiało z wynagrodzenia brutto aż 34%, podczas gdy w Polsce 22%,
  • to jednak nie wszystko, gdyż do rozważenia pozostaje jeszcze kwestia siły nabywczej wynagrodzeń. Ceny poszczególnych dóbr (zwłaszcza usług) różnią się znacząco pomiędzy krajami; generalnie w krajach bogatszych są one wyższe (wynika to z tego, że to co jest dochodem dla jednych - np. dla fryzjera - jest ceną/kosztem dla innych). Jeśli weźmiemy i ten czynnik pod uwagę, to wówczas opisywane w tym przykładzie wynagrodzenie w Polsce stanowi dokładnie 50% wynagrodzenia niemieckiego.

Patrząc na całą Unię okazuje się, że zarobki netto z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej plasują nas na 18 miejscu (na 28 krajów). W tym ujęciu poziom zarobków w Polsce jest zbliżony do tego w Portugalii czy Słowenii. Jest duża szansa, że w tym lub przyszłym roku kraje te uda się przeskoczyć i wówczas znajdziemy się już blisko środka unijnej stawki.  Dalsze awanse zajmą już więcej czasu, gdyż dystans do kolejnych krajów jest większy. Warto jeszcze zauważyć, że w 2005 r. pod względem poziomu wynagrodzeń plasowaliśmy się na 23 miejscu – poczyniliśmy więc istotny progres.

Patrząc w przyszłość optymistyczny wariant zakłada utrzymanie obecnego tempa doganiania wynagrodzeń w Niemczech – w ostatnich 10 latach udało nam się przeskoczyć z poziomu 34% niemieckich wynagrodzeń do 50% (w ujęciu uwzględniającym parytet siły nabywczej). Zachowanie tempa konwergencji z ostatnich 10 lat pozwoliłoby na dogonienie Niemiec za ok. 30 lat (za 10 lat mielibyśmy wynagrodzenia na poziomie 2/3, za 20 lat na poziomie 80-85% tego co w Niemczech).  Jest to jednak dla mnie wariant optymistyczny, wymaga bowiem by przez kolejne 30 lat nasza gospodarka (PKB) rozwijała się w tempie ok. 2.5-3 raza szybszym niż Niemcy. Na dziś wydaje się, że będzie o to trudno.

Realistyczny scenariusz (którego prawdopodobieństwo jest dość wysokie) zakłada, że nasza przewaga w tempie wzrostu gospodarczego będzie stopniowo maleć, a z czasem zniknie. Wówczas nigdy (przynajmniej nie obecnym wieku) nie osiągnęlibyśmy niemieckiego poziomu płac, a płace w Polsce za jakieś 20 lat ustabilizowałyby się na poziomie ok. 75-80% ówczesnego poziomu w Niemczech.

Hurra-optymistyczny scenariusz zakłada z kolei zwiększenie przewagi w tempie rozwoju nad Niemcami i konwergencję naszych płac do poziomu Niemiec już za jakieś 20-25 lat. To niestety scenariusz o bardzo niskim prawdopodobieństwie. Wymagałby bowiem odejścia od ewolucji w zakresie podnoszenia poziomu złożoności i produktywności (których pochodną są płace) i swego rodzaju rewolucji – przeskoku technologicznego, znacznej i dość gwałtownej zmiany struktury gospodarki w kierunku obszarów wiedzo- i kapitałochłonnych co prowadziłoby do szybkiego wzrostu produktywności. Na nic takiego jak na razie się nie zanosi.

Oczywiście wszystkie trzy scenariusze zakładają kontynuację obecnych procesów społeczno-gospodarczych, brak wydarzeń typu wojny,  rewolucje, przełomy technologiczne itd. Wszystkie też dobitnie pokazują, że konwergencja płac to proces długotrwały (zwłaszcza jeśli w punkcie startu różnice są olbrzymie). Drogi na skróty niestety nie ma, o czym pisałem swego czasu w „Podwyżki płac – droga na skróty do dobrobytu?”.

Komentarze (0)
Zmiany struktury gospodarki i... Wiosenny powiew optymizmu
1 | 2 | 3 |


   

Najnowsze wpisy
2017-08-13 20:36 Polityka gospodarcza a produktywność
2017-08-01 20:19 Tylko tyle i aż tyle
2017-07-20 18:44 Pomniki głupoty
2017-07-07 19:13 The best of
2017-06-25 12:27 Współpraca albo marginalizacja
Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak