Jak ratowano świat z kryzysu zadłużenia
 Oceń wpis
   

Chyba dla nikogo nie ulega wątpliwości, że największym problemem z jakim zmaga się dzisiejsza gospodarka jest problem nadmiernego zadłużenia. Łączna wartość globalnych długów firm, gospodarstw domowych i rządów przekracza - na bazie szacunków McKinsey & Co oraz Banku Rozliczeń Międzynarodowych - 160 bilionów dolarów, czyli stanowi równowartość ok. 210% globalnego PKB!

Pierwsza fala przyrostu długu przypada na lata 2002-2007, kiedy to polityka niskich stóp w USA doprowadziła do gwałtownego wzrostu zadłużenia sektora prywatnego w tym kraju. Klasycznym przykładem był w tym względzie kredyty mieszkaniowe, w tym osławione kredyty niskiej jakości, tzw. subprime. Mniejsze znaczenie globalne – choć istotne z punktu widzenia lokalnych rynków – miało również narastanie długu związanego z rynkiem nieruchomości w innych krajach (Hiszpania, Irlandia, Wlk. Brytania). W kilku krajach (Grecja, Japonia) to także lata narastania długu publicznego. Warto zauważyć, że w zasadzie we wszystkich tych przypadkach do szybkiego przyrostu zadłużenia prowadziły zbyt niskie stopy procentowe, zniechęcające do oszczędzania, a skłaniające do „życia i inwestowania na kredyt”. Na koniec 2007 roku globalne zadłużenie osiągnęło 105 bilionów USD (ok. 182% ówczesnego światowego PKB). Na co warto zwrócić uwagę, to fakt że przyrost zadłużenia miał wówczas miejsce głównie w krajach rozwiniętych. Kraje wschodzące i rozwijające się miały w tamtym czasie wciąż jeszcze w pamięci kryzys zadłużenia lat 90-tych, stąd ich znacznie bardziej zachowawcza postawa.

Problemy wywołane przez pierwszą falę zadłużenia widoczne w postaci kryzysu sektora finansowego (a za jego pośrednictwem także sfery realnej) udało się na poziomie globalnym zmitygować poprzez ekspansywną politykę fiskalną i monetarną, czyli nic innego jak .... dalsze zadłużanie. Ekspansja fiskalna przełożyła się na gwałtowny wzrost długu publicznego w wielu krajach. W USA wzrósł on – według danych MFW - z 64% PKB w 2007 r. do 105% PKB w 2015 r.; w Wlk. Brytanii z 43 do 89%; w strefie euro z 65% do 94%; w Japonii ze 183 do 245%. Ekspansywna polityka monetarna banków centralnych przełożyła się z kolei na gwałtowny przyrost zadłużenia prywatnego w krajach wschodzących. Był to znów bezpośredni efekt „taniego pieniądza” mającego na celu podtrzymanie wzrostu gospodarczego. Dla przykładu zadłużenie sektora prywatnego w Chinach wzrosło z ok. 120% PKB w 2007 r. do 200% w 2015 r. W Brazylii – w tym samym czasie - z 44 do 75% PKB.  W Korei Południowej ze 160 do 190% PKB. Stąd wziął się wspomniany na wstępie dalszy przyrost globalnego długu i przekroczenie przez niego poziomu 200% światowego PKB. Z spośród dużych gospodarek ograniczenie długu sektora prywatnego (głównie gospodarstw domowych) odnotowano w latach 2008-2015 jedynie w USA i Wlk. Brytanii, przy czym był to spadek z poziomów historycznie „bardzo wysokich” do „wysokich”.

Biorąc pod uwagę duże gospodarki (te mające znaczenie dla globalnych procesów) wydaje się, że „miejsca” na dalsze zadłużanie się zostało już niewiele. Jest go trochę w przypadku sektora publicznego w  Chinach (dług do PKB na poziomie ok. 45%), ale może on szybko zostać wyczerpany, gdy konieczne okaże się ratowanie upadających firm/banków. Mało zadłużony jest sektor gospodarstw domowych w Indiach (dług poniżej 10% PKB). Stosunkowo mało (15-20% PKB) gospodarstwa domowe w kilku mniejszych gospodarkach: Meksyku, Indonezji, Rosji i Turcji. Znacznie mniej „miejsca” na przyrost długu jest w sektorze gospodarstw domowych w Chinach (dług na poziomie 38% PKB). W przypadku Meksyku i Indonezji relatywnie niski jest też poziom zadłużenia firm (poniżej 25% PKB).

Można sobie oczywiście wyobrazić, że skoro Japonia ma dług publiczny na poziomie blisko 250% PKB, to sporo „miejsca” na zadłużanie się mają wciąż sektory publiczne krajów rozwiniętych, szczególnie w krajach dysponujących własną, najlepiej globalną walutą (USA, Wlk. Brytania). W jakiejś mierze to prawda, tyle tylko że wcale nie jest to wbrew pozorom optymistyczna wiadomość. Przykład ten stanowi bowiem dobitny dowód na to, że gospodarka nadmiernie obciążona długami nie jest w stanie normalnie się rozwijać.

Patrząc realistycznie trudno dziś jest sobie wyobrazić redukcję globalnych długów w konwencjonalny sposób, tzn. poprzez „zaciskanie pasa”. O ile bowiem jest to realne w przypadku małych krajów (i to nie wszystkich o czym dobitnie świadczy przykład Grecji), to taka polityka - która musiałaby w praktyce być konsekwentnie prowadzona przez kilka lat - zaaplikowana w którejś z dużych gospodarek miałaby olbrzymie konsekwencje globalne, prowadziłaby do globalnej recesji i deflacji, czyniąc tym samym problem zadłużenia jeszcze większym ciężarem. Cóż więc nas w takie sytuacji czeka? Pozostając w ramach rozwiązań ekonomicznych (abstrahując tym samym np. od czarnego scenariusza jakim byłby konflikt/konflikty zbrojne, czy to wewnętrzne czy zewnętrzne) w grę wchodzi ograniczona liczba rozwiązań.

Pierwszy, najbardziej optymistyczny, ale też niestety stosunkowo mało realny scenariusz, to jakiś przełom technologiczny, który pozwoliłby na „bezkredytowe” przyspieszenie wzrostu globalnego PKB, prowadząc tym samym do swego rodzaju „wyrastania” z długów. Te nominalnie pozostałyby bez zmian (lub nawet powoli rosły), ale stanowiłyby coraz mniejsze obciążenie w relacji do rozmiarów globalnej gospodarki.

Drugi scenariusz to scenariusz ograniczania długu na skutek niewypłacalności pożyczkobiorców. Proces ten może przebiegać w sposób żywiołowy (na skutek niemożliwości spłaty) lub zaplanowany (w ramach programów restrukturyzacji). Problem z tym rozwiązaniem polega na tym, że oznacza ono olbrzymie straty dla pożyczkodawców (banki, różnego rodzaju instytucje finansowe itd.), co samo z siebie może z kolei generować potrzebę zaciągania nowych długów (np. przez rządy by ratować upadające banki). Można więc stosować to rozwiązanie, ale raczej na ograniczoną skalę.

Trzecia możliwość to inflacja prowadząca do wzrostu nominalnego PKB, co przy określonym poziomie długu prowadziłoby do spadku relacji długu do PKB. Są dwa główne problemy jakie z tym rozwiązaniem są związane. Po pierwsze nie za bardzo wiadomo jak w deflacyjnym świecie przy stosowaniu „standardowych” działań wywołać inflację. Po drugie inflacja oznacza wyższe stopy procentowe, a więc i niewypłacalności niektórych pożyczkobiorców (i związanych z tym problemów pożyczkodawców).

Im bardziej świat wysycony jest długiem, tym wyraźniejsza staje się potrzeba sięgania po niekonwencjonalne rozwiązania; „luzowanie ilościowe”, ujemne stopy procentowe itd . Wszystkie one stają się stosunkowo szybko „standardowymi działaniami”, podobnie jak stosunkowo szybko kończy się ich oddziaływanie na procesy realne. Wynika to z faktu, że wszystkie one mają tę samą logikę – zmierzają do stworzenia dodatkowego miejsca, dodatkowej okazji do zadłużania się. Ale nadejdzie taki moment, że w ten sposób już dalej się nie da. Wówczas trzeba będzie sięgnąć po nową doktrynę, która powoli się klaruje. Ale o tym pisałem już niemalże trzy lata temu („... a może pieniądze z helikoptera”)

 

P.S.

Polska na szczęście nie pretenduje do miana liderów rankingu zadłużenia. Według szacunków Banku Rozliczeń Międzynarodowych, w połowie 2015 r. łączne zadłużenie firm, gospodarstw i rządu stanowiło 134% PKB (znacznie poniżej globalnej średniej). Zadłużenie rozkładało się w miarę równomiernie: 51% PKB to dług publiczny, 46% zadłużenie firm, a 37% zadłużenie gospodarstw. W najbliższych latach problem nadmiernego zadłużania nam nie grozi, choć warto obserwować to co dzieje się w finansach publicznych, bo to w naszym przypadku potencjalnie najbardziej „wrażliwa” sfera. Nie ulega natomiast wątpliwości, że globalna „walka” z długiem będzie miała wpływ także na nas. Dobrze by było, aby instytucje odpowiedzialne za stabilność finansową już dziś zaczęły myślały o tym, co zmiana wspomnianych wyżej dogmatów będzie oznaczać dla nas.

Komentarze (0)
W globalnej gospodarce trudno... Oszczędności a wzrost -...
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |


   

Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak