Bankowość odkrywana na nowo
 Oceń wpis
   

Patrząc na dyskusję jaka toczy się wokół sektora bankowego od czasu wybuchu globalnego kryzysu, ma się nieodparte wrażenie tego jak bardzo – z punktu widzenia zagadnień teoretycznych związanych z ekonomią – zaniedbana była do tej pory kwestia funkcjonowania (a tym samym roli) systemu finansowego w gospodarce. Sednem problemu okazuje się bowiem tak podstawowa i ważna kwestia jak ta czy banki są w stanie kreować pieniądz (poprzez kreacje kredytu w praktyce „z niczego”) czy też nie oraz na ile zdolność ta jest zależna od możliwości pozyskiwania przez nie depozytów.

Te podstawowe pytania nawiązują do trzech teorii związanych z działalnością banków:

  • teorii bankowości, jako formy pośrednictwa finansowego (wg niej banki to jedynie pośrednicy dystrybuujący środki od tych, którzy nimi dysponują do tych którzy ich potrzebują),
  • teorii bankowości opartej na tzw. rezerwie cząstkowej (wg niej banki jako system bankowy mają możliwość kreowania pieniądza gdyż pożyczone przez nie środki powracają do systemu w formie depozytów, w związku z czym mogą być – po pomniejszeniu o tzw. rezerwę obowiązkową - ponownie pożyczane),
  • teorii kreacji kredytu/pieniądza przez banki (zakładającej możliwość tworzenia przez banki kredytu „z niczego”).

Ostatnie dziesięciolecia to czas, kiedy dominujące było przekonanie o prawdziwości pierwszej z tych teorii. To w oparciu o nią prowadzona była polityka monetarna i regulacyjna. Ostatni kryzys przyniósł jednak odrodzenie teorii kreacji kredytu, teorii która wywodzi się z przełomu XIX i XX wieku i na wiele dziesięcioleci została praktycznie zapomniana. Wyrazem tego odrodzenia są chociażby niedawne opracowania Bank of England („Money in the modern economy - the introduction” i „Money creation in the modern economy”). W nurcie tej teorii znajdują się także inne nowe dokumenty (np. „Can a bank create money out of nothing?, „An endogenous money perspective on the post-crisis monetary policy debate” czy “How do banks create money, and why can other firms not do the same?”).

Ta sytuacja – ubogiego stanu wiedzy o systemie bankowym, w kontekście jego roli w gospodarce - dobrze obrazuje jak funkcjonujemy my, jako narody i społeczeństwa. Najpierw tworzymy coś, a dopiero potem zaczynamy zastanawiać się jak to coś działa. I sektor bankowy nie jest tu z pewnością wyjątkiem. Tak się dzieje w zasadzie odniesieniu do wszelkich obszarów ekonomii (a także wielu innych nauk). A proces opisywania (definiowania jak coś działa) potrafi zajmować dziesiątki czy nawet setki lat. W tym czasie wielokrotnie podążamy – jako ludzkość - ślepymi ścieżkami. Piszę to nie po to by kogoś krytykować czy wyśmiewać. Taka po prostu jest natura procesu poznawczego – można teoretyzować i teoretyzować, ale to dopiero praktyka pozwala na obserwowanie jak coś w rzeczywistości działa.

To że proces poznawczy wygląda w ten sposób niesie ze sobą daleko posunięte implikacje. Przypisywanie bowiem słuszności tej czy innej teorii determinuje sposób prowadzenia polityki gospodarczej, polityki regulacyjnej itd. W tej sytuacji „to w co się wierzy” (w szczególności to w co wierzą decydenci) ma olbrzymi wpływ na funkcjonowanie społeczeństw. Prawda ta odnosi się także do tego, w co wierzymy odnośnie sposobu funkcjonowania sektora bankowego.
Nie jest moją intencją dawanie odpowiedzi, która z powyższych teorii jest prawdziwa, choć oczywiście mam swojego faworyta (dla mnie osobiście - osoby która od blisko 10 lat pracuje w sektorze bankowym - najlepiej bankową rzeczywistość oddaje teoria kreacji pieniądza). Chciałbym natomiast zwrócić uwagę na kilka kwestii związanych z tym, a nie innym postrzeganiem roli i sposobu działania sektora bankowego.

Po pierwsze, całe dzisiejsze otoczenie regulacyjne sektora bankowego to pochodna myślenia o nim na gruncie teorii bankowości, jako formy pośrednictwa finansowego. Pytanie jakie się nasuwa dotyczy tego, co jeśli ta teoria jest nieprawdziwa? Czy rozwiązania regulacyjne są na tyle uniwersalne, że sprawdzą się zawsze i wszędzie. Otóż nie. Jak zwraca na to uwagę jeden ze zwolenników teorii kreacji pieniądza (R.A. Werner), jeśli to właśnie ta teoria właściwie opisuje bankową rzeczywistość, to rozwiązania regulacyjne oparte na wymogach kapitałowych (kolejne wersje umowy bazylejskiej) nie stanowią rozwiązania. Banki mogą bowiem wykreować pieniądz, który posłuży do wzmocnienia ich kapitałów (tak zrobił w 2008 r. Barclays Bank, który pożyczył głównym udziałowcom pieniądze które oni z kolei wykorzystali do podniesienia kapitału banku), co tym samym oznacza, że wymogi kapitałowe nie muszą stanowić dla nich przeszkody dla (nadmiernej) ekspansji kredytowej.

Po drugie, jeśli przyjąć na chwilę że banki są instytucjami które kreują pieniądz, to warunkują tym samym wzrost gospodarczy. Także w tych krajach (USA, Wlk. Brytania), gdzie rola banków w finansowaniu np. sektora przedsiębiorstw jest bardzo ograniczona (na rzecz rynku kapitałowego). Jak to możliwe? Otóż, by proces kreacji mógł przebiegać (i tym samym by nie hamować wzrostu gospodarczego) banki kierują coraz większą część kredytu do nie-bankowych instytucji finansowych (widać to w strukturze ich aktywów), które z kolei odpożyczają te środki innym. Rodzi to oczywiście określone konsekwencje – pośrednictwo finansowe staje się bardziej złożone i mniej transparentne, a co za tym idzie rośnie związanie z nim ryzyko (co dobitnie pokazał ostatni kryzys, który wywodzi się z USA). Jeśli więc – tak jak forsuje to obecnie Komisja Europejska - zwiększymy rolę nie-bankowych instytucji w pośrednictwie finansowym, to wcale nie musi to oznaczać większego bezpieczeństwa systemu finansowego (w tym banków), a wręcz przeciwnie.

Po trzecie, w globalnej gospodarce próby ograniczania kreacji kredytu (pieniądza) w krajowym systemie bankowym mogą prowadzić do zadłużania się za granicą, co naraża kraj na dodatkowe ryzka (np. kursu walutowego). Szczególną rolę mogą odgrywać w tym procesie nie-bankowe instytucje finansowe, pozyskujące środki w sposób „hurtowy” i odpożyczające je później firmom czy nawet obywatelom (czy nie przypomina to czasem modelu jaki wykorzystują u nas tzw. para-banki?).

Reasumując, przykład sektora bankowego dobitnie pokazuje jak wciąż mało wiemy o procesach zachodzących w gospodarce. W tej sytuacji nie powinno dziwić, że decyzje podejmowane dla osiągnięcia zamierzonych celów w wielu przypadkach okazują się nieefektywne. By ograniczyć negatywne skutki tego mechanizmu trzeba moim zdaniem wbudować w procesy decyzyjne (te dotyczące polityki gospodarczej czy regulacyjnej) mechanizm identyfikacji skutków określonej decyzji nie tylko w kontekście „preferowanej” teorii, ale także w kontekście teorii alternatywnych. Z jednej strony pozwoli to na wczesną identyfikację ewentualnych ryzyk, które mogą przez te decyzje zostać wykreowane. Po drugie znacznie wspomoże proces „uczenia się” gospodarki i ekonomii.
 

Komentarze (0)
Przedwczesna deindustrializacja Praca i kapitał – udział w...
1 | 2 | 3 | 4 |


   

Najnowsze wpisy
2017-08-13 20:36 Polityka gospodarcza a produktywność
2017-08-01 20:19 Tylko tyle i aż tyle
2017-07-20 18:44 Pomniki głupoty
2017-07-07 19:13 The best of
2017-06-25 12:27 Współpraca albo marginalizacja
Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak