Dlaczego D.Trump nie lubi Unii Europejskiej
 Oceń wpis
   

W miniony weekend D.Trump zaszokował – nie po raz pierwszy zresztą – europejskich liderów stwierdzając w wywiadzie prasowym, że inne kraje powinny podążyć śladem Wlk. Brytanii i wystąpić z Unii Europejskiej. W tymże wywiadzie uznał UE za instrument dominacji Niemiec w Europie, zaprojektowany w celu wygrania globalnej rywalizacji z USA w zakresie międzynarodowego handlu.

Takie wypowiedzi otwierają pole do snucia hipotez dlaczego nowy prezydent Stanów Zjednoczonych miałby być zainteresowany naruszeniem systemu, który zapewniał stabilność i bezpieczeństwo w Europie (przynajmniej zdecydowanej jej większości) praktycznie od zakończenia drugiej wojny światowej. Poniżej kilka hipotez.

  • Hipoteza I – powód jest czysto osobisty. D.Trump ma prawo nie lubić większości z dzisiejszych europejskich liderów i w jego interesie jest zmiana przywództwa w Europie. Większość z obecnych premierów i prezydentów mniej lub bardziej otwarcie opowiadała się w trakcie kampanii wyborczej za kontrkandydatką Trumpa. Ten zaś obecnie swoimi działaniami (wspieraniem anty-unijnych ruchów w Europie) może chcieć w ten sposób doprowadzić do szybkiej i gruntownej wymiany obecnego europejskiego establishmentu.  

 

  • Hipoteza II – zachowanie Trumpa wynika z jego powiązań z Rosją. Ta hipoteza nawiązuje do obecnych dość licznie w mediach spekulacji o tym, że Trump może być rosyjskim agentem, że Rosjanie mają na niego poważne haki lub też, że poprzez biznesowe układy jest wpleciony w powiązania z Rosją. W tym kontekście gra na rozpad Unii miałaby być tak naprawdę działaniem w interesie nowego sojusznika Ameryki. Dezintegracja europejska otwierałaby bowiem Rosji drogę do podjęcia próby ukształtowania nowego ładu w Europie. Rosja dla Trumpa - abstrahując już od kwestii ewentualnych jego powiązań z tym krajem - może też być ważnym elementem rozgrywki z Chinami, które Trump uznaje za zdecydowanie największe wyzwanie dla Ameryki. 

 

  • Hipoteza III – wypowiedzi Trumpa to działania o charakterze PR-owym (czysto medialnym). Rozpoczynając swoje urzędowanie Trump chce umocnić swój elektorat. Potwierdzić, że będzie silnym liderem, który nie będzie obawiał się nikogo i narzucał innym swoją wolę (po to by realizować interes Ameryki). To przekaz w rodzaju: „Europa przez dziesięciolecia żerowała na nas, ale to właśnie się kończy”,

 

  • Hipoteza IV – gra przeciw UE to element planu „making America great again”. Przy czym w tym podejściu wielkość Ameryki miałaby być nie tyle pochodną siły USA, co słabości wszystkich innych. Trumpa może irytować to, że USA mają w relacjach z Unią Europejską olbrzymi deficyt (rzędu 150-160 mld dolarów rocznie, 20% całego deficytu USA). To pokazuje, że europejskie towary (zwłaszcza niemieckie) przebijają się na amerykański rynek znacznie bardziej skutecznie niż amerykańskie w Europie. Wątek niemiecki jest tu szczególnie ważny. Euro jest walutą słabszą niż byłaby nią niemiecka marka, w związku z tym gra na rozpad Unii (strefy euro) może mieć na celu uderzenie w konkurencyjność niemieckich towarów,

 

  • Hipoteza V – Trump nie rozumie roli i znaczenia Unii Europejskiej ani też kontekstu historycznego jej powstania. Dlatego też nie ma dla niego większego znaczenia czy Unia jest czy jej nie ma, 

 

  • Hipoteza VI – D.Trump nie będąc związany z Europą obiektywnie i bez emocji ocenia sytuację w UE, szczególnie jej anachroniczność, nie tyle co do idei i zasad, ale przede wszystkim sposobu funkcjonowania (szczególnie w kontekście dynamicznie zmieniającego się świata). Ta uwaga może odnosić się także do niewydolności obecnego kształtu strefy euro (skupiającej większość unijnych krajów), który nie pozwala na pełne wykorzystanie potencjału europejskiej gospodarki. Widząc nieudolność procesu reformowania strefy ( i UE) Trump może chcieć sprowokować swym zachowaniem, to by Europa wreszcie wzięła się do roboty.

W rzeczywistości za działaniami Trumpa wobec UE stać mogą także i inne powody lub też jakaś mieszanka kilku powodów. Kluczowe jest jednak to, czy motywuje go dobro Unii Europejskiej (wywarcie presji na jej reformę) czy też bardziej chęć doprowadzenia do rzeczywistego rozpadu. UE. Niestety wiele wskazuje na to, że prawdziwa jest ta druga motywacja.

W tym kontekście niezmiernie istotne jest to jak Unia Europejska odpowie na to swego rodzaju wyzwanie rzucone jej przez Trumpa. Jego działania mogące w sposób pośredni prowadzić do dezintegracji jak i te mające wprost na celu rozpad Unii Europejskiej Europy będą mieć daleko idące konsekwencje. Gdyby dezintegracja stała się faktem, to powstałyby warunki dla wspomnianego już wcześniej nowego rozdania w Europie. W efekcie mielibyśmy do czynienia z powstaniem nowych bloków. Jakich? Tego dziś do końca nie da się przewidzieć, ale prawdopodobnie tworzonych wokół tradycyjnych centrów grawitacji (Niemiec, Francji i Rosji, z Wlk. Brytanią powracającą do polityki „trzymania się na dystans”). Nie ma żadnej gwarancji, że proces kształtowania się tego nowego ładu przebiegałby pokojowo.

Jaka byłaby w tej nowej sytuacji polityka USA wobec Europy? USA mogłaby wówczas praktykować dobieranie sobie partnerów (na poziomie poszczególnych krajów lub małych bloków), którzy w praktyce byliby swego rodzaju wasalami Ameryki. W zamian za gwarancje bezpieczeństwa i dobre relacje handlowe musieliby niejako reprezentować interesy USA w Europie i wspierać Amerykę w jej globalnych działaniach (np. w kontekście prawdopodobnego konfliktu z Chinami).

Oczywiście przedstawione powyżej dywagacje to tylko jeden z możliwych scenariuszy. Warto jednak zauważyć, że o ile jeszcze kila lat temu kwestia istnienia Unii Europejskiej wydawała się bezdyskusyjna (choć ja osobiście starałem się wskazywać na to, że wcale tak nie jest: „Unia Europejska – rdzewiejący statek”, "Unia Europejska – czy to już wrak?”), to dziś scenariusz rozpadu UE nie wydaje się już być niedorzecznością.

Moim zdaniem sposobem na uratowanie Unii Europejskiej jest rozwiązanie dwóch kluczowych jej problemów. Pierwszym z nich jest spuścizna długów z przeszłości – przejedzonych i/lub źle zainwestowanych kredytów. Nie pozwala ona na trwałą odbudowę popytu w gospodarce, tym samym dławiąc procesy inwestycyjne determinujące wzrost w średnim i długim okresie. To z kolei wpływa na sentyment społeczeństw i dokonywane wybory polityczne. Druga istotna kwestia odnosi się do euro. Jeśli ma ono Europie dodawać wartości, to musi albo obejmować kraje, które są zbliżone charakterem społeczno-gospodarczym (w tym wariancie strefa wspólnej waluty powinna zostać okrojona do Niemiec i kilku podobnych gospodarek) albo mieć wbudowany mechanizm fiskalnego federalizmu. Bez tych zmian euro pozostanie dla Europy ciężarem.

Przez ostatnie lata Unia zmarnowała już zbyt wiele czasu. W obliczu narastających zagrożeń rozpadu musi wreszcie na poważnie zacząć coś robić.

Komentarze (0)
Czas odgrzać starego kotleta? -... Czy Niemcy są globalnym problemem?
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |


   

Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak