Procesy inwestycyjne w polskich firmach – cz.2
 Oceń wpis
   

Kontynuując wątek z cz.1 chciałbym się teraz pokusić o wyciągnięcie wniosków odnoszących się do obecnej sytuacji sektora firm. Otóż moim zdaniem trudno je dostrzec czytając wprost przedstawione w cz.1 badania i analizy, trzeba ich szukać między wierszami. By dostrzec to, co ukryte warto spojrzeć na przedstawione w cz.1 informacje przez pryzmat faz procesu inwestycyjnego. Na potrzeby tego tekstu przyjmijmy jego uproszczoną wersję składającą się z: i) fazy identyfikacji okazji biznesowych, ii) fazy przekuwania „okazji” w „projekt” inwestycyjny (czyli przekształcania pewnego pomysłu w biznes plan), iii) fazy zapewnienia finansowania oraz iv) fazy realizacji. Moim zdaniem problemy koncentrują się w fazach i) i ii). W znacznie mniejszej skali w fazie iii). Ale po kolei.

W fazach I) i ii) - traktowanych łącznie - pojawia się dziś bardzo istotny problem. Wynika on z faktu, że strukturalne zmiany zachodzące w Polsce (przejawiające się chociażby w coraz szybciej rosnących kosztach pracy) powodują, że pewne rodzaje aktywności, pewne modele biznesowe przestają się w Polsce „spinać”. Nie widać tego jeszcze w bieżącej rentowności, ale widać już moim zdaniem w biznes planach przyszłych projektów (gdy trzeba np. założyć wyższe wynagrodzenia niż dziś). Taka sytuacja wymaga wnikliwej diagnozy tego co trzeba zrobić, aby także w przyszłości biznes był opłacalny. Czy trzeba pójść:

  • najprostszą, tradycyjną ścieżką i zwiększyć umaszynowienie (zautomatyzować pewne procesy),
  • czy też należy zastosować nowsze rozwiązania IT i usprawnić procesy,
  • czy może wreszcie trzeba postawić na inny niż do tej pory rodzaj przewagi konkurencyjnej (jakość, unikalność zamiast ceny) co z kolei wymaga zwiększonych wydatków na badania rozwój, inwestycji w kapitał ludzki i marketing.

Takie procesy diagnozy muszą zachodzić na poziomie mikro – poszczególnych firm – choć pomocna może być także wymiana doświadczeń w ramach branż (np. w ramach stowarzyszeń itd.). Pytanie czy i w jakiej skali tego typu procesy zachodzą? Jeśli w ograniczonej, to niezbyt dobrze wróży to na przyszłość.

W odniesieniu do zmian strukturalnych zmiana wielkości podaży, a tym samym relatywnych cen czynników produkcji rodzi także nowe szanse – w nowych uwarunkowaniach opłacalne mogą stać się bowiem rodzaje aktywności i modele biznesowe, których do tej pory u nas nie było (te gdzie większe znaczenie odgrywa połączenie kapitału i wiedzy). Wyzwanie polega na tym, że trzeba je odkrywać. W tym kontekście wiele zależy tu od tego, czy znajdą się tacy, którzy zechcą pełnić rolę pionierów eksperymentowania z nowymi rodzajami działalności, nowymi modelami biznesowymi itd. Wiele rozwiązań systemowych ma w tym procesie pomagać (np. nowy system bodźców i zachęt), ale czy to wystarczy? Tym bardziej, że na procesy strukturalne nakłada się dziś niepewność wywołana sytuacją w otoczeniu zewnętrznym (choć tu w ostatnim czasie jest lepiej, globalna koniunktura jest nadspodziewanie dobra) oraz szerokimi zmianami regulacyjno-podatkowymi w naszym kraju, a także brakiem pewności, że dokonywane właśnie zmiany będą mieć trwały charakter (przy zmianie władzy możemy być świadkami kolejnego przesuwania wajchy). Ta niepewność przekłada się na trudność z określeniem poziomu kluczowych parametrów wykorzystywanych w procesie planowania inwestycji.

W odniesieniu do fazy trzeciej (pozyskanie finansowania) trzeba po pierwsze zerwać z dość powszechnym wciąż mitem, że wystarczy dorzucić w tej czy w innej formie kolejne kilkanaście/kilkadziesiąt miliardów by inwestycje firm ruszyły. Owszem stanie się tak w przypadku „rozdawnictwa” (dlatego w najbliższych kwartałach będziemy mieć odbicie w inwestycjach firm), bo kto nie weźmie kasy, której nie trzeba zwracać (zwłaszcza jeśli wymagania są stosunkowo niskie). Tyle tylko, że tego typu wsparcie często prowadzi do nieefektywności. Pamiętam jak kilka lat temu (gdy zagospodarowywane były środki z poprzedniej perspektywy unijnej) przedsiębiorcy – w czasie spotkań - najpierw chwalili się, że mają jakąś supernowoczesną maszynę, ale już 2-3 lata później okazywało się, że maszyna jest, ale wykorzystana w 30%. Co więcej w ramach „stadnych zachowań” („skoro Kowalski ma to ja także muszę mieć”), za środki z dotacji podobne maszyny kupowała sobie także okoliczna konkurencja, więc w branży pojawiała się znacząca nadwyżka mocy. Później przez lata firmy obciążone były kosztami utrzymania (na to Unia nie daje kasy), bo generowane przez nowe aktywa przychody były zbyt małe.

W przypadku środków zwrotnych (kredyty) racjonalność wydatkowania jest zdecydowanie większa. Jak wskazują na to różne badania tego typu finansowanie jest w Polsce generalnie dostępne. Problem jaki tu widzę jest taki, że nasz system finansowy – podobnie jak cała gospodarka – przyzwyczaił się do pewnych schematów: „to jest sprawdzone, od lat się opłaca w związku z tym warto to sfinansować, a tamto jest nowe, więc lepiej tego nie ruszać”. Tymczasem skuteczność transformacji jakiej potrzebujemy wymaga tego, by na świeżo spojrzeć na projekty inwestycyjne w gospodarce. W praktyce w znacznie większym stopniu otworzyć się na to co nowe. I tu pojawia się wyzwanie; nowe bowiem z natury kojarzy się jako bardziej ryzykowne. Potrzeba więc spojrzenia na nasz system finansowy (w szczególności bankowy, który jest głównym źródłem finansowania gospodarki) z punktu widzenia tego, czy nadąża za potrzebami gospodarki. W praktyce warto przemyśleć strukturę niektórych instrumentów; dziś np. dzięki gwarancjom de minimis ułatwia się dostęp do kredytu małym i średnim firmom (kim one by nie były). Być może tego typu instrument powinien być raczej ukierunkowany na wsparcie finansowania „ryzykownych” (bo „nowych”) przedsięwzięć, bez względu na to kto je realizuje?

Reasumując, co by nie mówić o naszej polskiej, wrodzonej przedsiębiorczości zmiana systemowa z jaką mamy do czynienia także w naszych warunkach rodzi istotne wyzwanie. Szczególnie, że jej istotą jest wkroczenie na wyższy poziom rozwoju – biznesowe szanse jakie istnieją są coraz bardziej wyrafinowane i złożone (to co było do stosunkowo łatwego zagospodarowania zostało już w większości zagospodarowane). Wydaje się, że wiele firm (zwłaszcza małych i średnich) jest obecnie w swego rodzaju konfuzji - co dalej?. Część z nich wyjdzie z tej fazy z nową, zweryfikowaną wizją swojego działania. Właściciele innych uznają, że to czas by powiedzieć „pas” i sprzedać biznes (dla gospodarki jako całość jest to dobre rozwiązanie, gdyż sprzedawane aktywa mają szansę trafić w ręce tych, którzy chcą się rozwijać). Będą wreszcie tacy, którzy zamkną oczy i przez jakiś czas będą udawać, że nic się nie dzieje (ich z czasem zweryfikuje rynek). To jak duża będzie każda z tych grup zdeterminuje nasz rozwój po 2020 r. Utrzymywanie się sytuacji braku znaczącego wzrostu inwestycji (nie tylko na maszyny i urządzenia, ale także na kapitał ludzki, marketing, badania i rozwój itd.) będzie sygnałem, że wygrywa postawa „zamkniętych oczu” i biernego czekania.

Komentarze (0)
Procesy inwestycyjne w polskich... MMŚP - motor napędowy gospodarki?
1 | 2 | 3 | 4 | 5 |


   

Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak