Czy podążamy śladami Greków?
 Oceń wpis
   

W czasie licznych spotkań i dyskusji w jakich mam okazję uczestniczyć pojawia się czasami wątek „grecki”. Tego czy możemy podzielić los tego kraju, wejść na ścieżkę, która doprowadzi nas do katastrofy gospodarczej, takiej jak ta w Grecji (trudno inaczej określić faktyczne bankructwo kraju i towarzyszący temu spadek PKB o 25%). W przypadku wielu osób z którymi rozmawiam  rozpatrywanie scenariusza greckiego w przypadku Polski wydaje się wręcz absurdalne. Mamy przecież solidny wzrost gospodarczy, a poziom długu publicznego w relacji do PKB pozostaje jednym z najniższych w Unii.

Moim zdaniem to nie te wskaźniki są kluczowe w ocenie tego, czy możemy powtórzyć grecki scenariusz. Niewielu być może ma świadomość tego, że od utworzenia strefy euro do 2007 roku Grecja była najszybciej rozwijającym się członkiem obszaru wspólnej waluty i nic jej to nie pomogło. Kluczowe są bowiem nie tyle takie czy inne parametry makroekonomiczne, ale określone mechanizmy społeczno-polityczne. Bardzo ciekawy opis tych procesów zawiera raport Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych: „Praca czasu innowacji”. Oto fragment z tego raportu opisujący procesy gospodarcze zachodzące w Grecji w latach 80-tych z perspektywy tzw. ekonomii instytucjonalnej.

 

W ciągu kilku lat po upadku reżimu czarnych pułkowników w 1974, Grecji udało się zbudować liberalny i pluralistyczny system polityczny. Rząd wezwanego z emigracji Konstandinosa Karamanlisa przyniósł ustabilizowanie sceny politycznej, a przy tym postawił na odważne reformy liberalizujące gospodarkę, dzięki czemu udało się utrzymać wzrost PKB poparty wzrostem produktywności także w trudnych dla większości państw latach 1970. Prozachodni kurs polityczno-gospodarczy zaowocował już w styczniu 1981 roku – przed Hiszpanią i Portugalią – wejściem do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. (…) Świeżo powstałe w Grecji włączające instytucje ekonomiczne okazały się jednak niedostatecznie mocno ugruntowane. Brakowało grup społecznych mających interes w ich trwaniu i doskonaleniu. Tuż po wejściu do EWG nastąpiło przy tym kolejne wydarzenie, które na długo zmieniło dynamikę instytucji tego kraju. W październiku 1981 pod hasłem „zmiana” wygrał wybory Andreas Papandreu – populistyczny polityk, który przejął władzę przez kolejne osiem lat, w których w dużej mierze zaprzepaszczony został wysiłek reformatorski rządu Karamanlisa. Choć wiele najbardziej radykalnych obietnic z pierwszej kampanii wyborczej nie zostało spełnionych (m. in. wycofanie się Grecji z NATO i EWG) te, które udało mu się zrealizować wystarczyły do zburzenia kruchego ładu instytucjonalnego. W ciągu kolejnych lat znacząco zwiększono emerytury, płacę minimalną i zasiłki dla bezrobotnych, wprowadzono indeksację płac i świadczeń oraz zwiększono ochronę przed zwolnieniem. Do tego doszły subsydia dla różnych gałęzi gospodarki m. in. rodzinnych firm turystycznych. Zlikwidowano przy tym opłaty za opiekę zdrowotną i czesne na uniwersytetach, których zarząd oddano częściowo w ręce studentów. Zgodnie z przewidywaniami ekonomii instytucjonalnej wykrzywiło to strukturę bodźców gospodarczych w Grecji zmieniając zachowania poszczególnych osób i firm, co w krótkim czasie przełożyło się na spowolnienie wzrostu gospodarczego, spadek wskaźnika wolności gospodarczej i bezprecedensowy, przynajmniej jak na tamte czasy,  wzrost długu publicznego. Ponieważ jednak dzięki rosnącemu zadłużeniu publicznemu rząd Papandreu mógł z powodzeniem finansować krótkookresowe oczekiwania swoich wyborców, polityk ten odniósł ponownie spektakularne zwycięstwo w wyborach w 1985 roku. Władzę stracił dopiero cztery lata później w wyniku skandalu korupcyjnego i to na bardzo krótki okres, gdyż w 1993 roku znów ją odzyskał. Z kolejnych porażek wyborczych i utrzymującego się poparcia dla założonego przez siebie PASOK-u, opozycyjna Nowa Demokracja wyciągnęła wniosek, że populizm urzędującego premiera można pokonać tylko jego własną bronią – konkretnymi materialnymi obietnicami skierowanymi do wielu grup społecznych. W efekcie na fali rywalizacji dwóch głównych ugrupowań politycznych, w Grecji wykształciły się liczne grupy interesu, które udzielały poparcia dla danej partii pozyskując dla siebie szereg korzyści finansowych oraz innych niematerialnych przywilejów, kosztem całego społeczeństwa i gospodarczego prosperity. Pozyskiwanie owych przywilejów nie byłoby możliwe, gdyby nie wszechobecne regulacje tworzone przez polityków celem zniechęcania konkurencji do wejścia na rynek i spełnienia obietnic danych interesariuszom.

Ci politycy natomiast, którzy nie byli skłonni do współpracy z owymi grupami, chcąc zaburzyć istniejące status quo będące przyczyną nieefektywności greckiej gospodarki, zostawali zazwyczaj surowo karani przy urnach wyborczych. Szereg niewielkich, jednak dobrze zorganizowanych grup, poczynając od notariuszy, prawników, związkowców zawodowych, a kończąc na kierowcach samochodów dostawczych, czy pracownikach portów nadmorskich, mogło z łatwością liczyć na pozyskanie korzyści w formie ulg podatkowych, dodatkowych pensji, ochrony przed zwolnieniem czy zamknięciem dostępu do danego zawodu. Wszystko to oczywiście w zamian za poparcie grupy rządzącej. Ci natomiast, którzy popierali partię znajdującą się w opozycji, mogli liczyć na sowitą gratyfikację po jej dojściu do władzy.”

 

Jak dla mnie opis ten jako żywo pasuje do tego, z czym zaczynamy mieć do czynienia w naszym kraju. W tym kontekście porównania do Grecji wydają się być coraz bardziej na miejscu. Z punktu widzenia procesów społeczno-politycznych wkroczyliśmy już na grecką drogę. Oczywiście można się „pocieszać”, że Grekom zajęło blisko 30 lat zanim doprowadzili swój kraj do ruiny, tyle tylko, że stało się tak na skutek specyficznych czynników. Najpierw przystąpienie do Unii Europejskiej i związany z tym napływ funduszy spójnościowych zapewnił niejako źródło finansowania populistycznych obietnic. Z kolei przystąpienie do strefy euro (prowadzące do gwałtownego spadku kosztów obsługi długu na skutek konwergencji stóp procentowych) pozwoliło na pożyczanie dodatkowych środków i odwleczenie problemu długu w czasie. My na podobne efekty nie mamy co liczyć. Fundusze unijne w perspektywie kilku lat zaczną wygasać. Z kolei nawet jeśli wejdziemy do strefy euro to różnica stóp procentowych pomiędzy Polską a strefą euro nie jest tak duża, by mieć znaczące i długotrwałe znaczenie. W tej sytuacji powinniśmy jak najszybciej zejść z populistycznego kursu. Populizm w żadnym kraju na świecie nie był w stanie zapewnić trwałego dobrobytu (przekonuje się dziś o tym boleśnie nie tylko Grecja, ale także np. Brazylia). Co najwyżej pozwalał jednemu pokoleniu mieć się przez pewien czas lepiej kosztem kolejnego pokolenia (dziś w Grecji w najtrudniejszej sytuacji są młodzi ludzie, wśród który bezrobocie przekracza 50%).

Na koniec chciałbym zauważyć, że nie można mylić populizmu z budowaniem systemu społeczno-gospodarczego „włączającego” wszystkich obywateli. To dwie zupełnie różne kwestie. Niemcy swojej siły i dobrobytu nie zbudowały na populizmie i rozdawnictwie, ale na mądrych mechanizmach (więcej o nich w „Daleko nam do niemieckiego modelu gospodarki”), które sprawiają, że sukces gospodarczy przekłada się na indywidualny sukces wszystkich (lub przynajmniej zdecydowanej większości).

Komentarze (1)
Co dalej z inwestycjami firm? Przemysł czy usługi? Jedno i drugie

Komentarze

2016-06-04 10:38:26 | *.*.*.* | piotr janiszewski1
Re: Czy podążamy śladami Greków? [0]
Witam ,

Fakty wystarcza same za siebie...

Większość podąża drogą do dłużnego zatracenia...

GLOBAL DEBT - DELEVERAGING...!!??? WHAT DELEVERAGING..!!???

http://atafinancialresearch.bblog.pl/wpis,global;debt;-;beleveraging;;what;beleveragi
ng;,161477.html

Reasumując Pytanie zasadne KIEDY ...a nie CZY...!!!??? skomentuj


   

Najnowsze komentarze
2016-06-04 10:38
piotr janiszewski1:
Czy podążamy śladami Greków?
Witam , Fakty wystarcza same za siebie... Większość podąża drogą do dłużnego[...]
2015-05-23 15:09
wykresyGieldowe:
Pomarzyć zawsze można
W zasadzie racja, ale w kluczowym momencie popełnił Pan kluczowy błąd. Istotą działalności firm[...]
2014-06-18 21:52
wykresyGieldowe:
Przemysł a najwyższa na świecie płaca minimalna
Zgodzę się z ogólnym przesłaniem. W Polsce to nie umowy śmieciowe są problemem – są one[...]
O mnie
Andrzej Halesiak
Komentator polskiej rzeczywistości. Więcej na: linkedin: https://pl.linkedin.com/in/andrzej-halesiak-0b9363 Twitter: @AndrzejHalesiak